mademioselle blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 5.2008

    Bardzo blisko Twoich dłoni

    Bardzo blisko Twoich ust

    W gąszczu wszystkich Twych zapachów

    W samym środku Twoich snów

    Bardzo blisko Twoich marzeń

    W każdym lśnieniu oczu Twych

    W samym środku Twego serca

    W samym środku pragnę być

    Jako druga po Bogu

    Pragnę tu być

    Jako druga po Bogu

    Pragnę tu być

    Słyszeć wszystkie Twe szelesty

    Mieszkać w każdej myśli twej

    chcę być blisko Twoich pragnień

    Blisko w noc i blisko w dzień

    W każdym geście Twoich dłoni

    w każdym słowie Twoich ust

    chcę byc blisko jak najbliżej

    że nie mozna bliżej już

    Jako druga po Bogu

    Pragnę tu być

    Jako druga po Bogu

    Pragnę tu być



    Piosenka Violi Brzezińskiej :)

    Plan dnia:
    00:00 witasz nowy dzień żalem do całego świata, że czas płynie sdecydowanie za szybko lub/i ty pracujesz zdecydowanie za wolno
    01:00 myślisz: mam jeszcze 9 godzin do rozpoczęcia zajęć, a wieć spoko luuuz
    02:00 zaczynasz się robić głodna w końcu kolacja była 6 godzin temu, a więc jesz to, co akurat masz w lodowce i nadaje się do szybkiego spożycia
    03:00 zaczynasz dostrzegać na horyzoncie niepokojące znaki: niebo zaczyna się robić coraz jaśniejsze i jaśniejsze, a ty jesteś w przysłowiowym lesie.
    04:00 zaczyna Ci być wszystko jedno
    05:00 zaczynasz myśleć, że to jakaś paranoja, by kłaść się spać w momencie, gdy słońce tak pięknie i radośnie oświetla twój obiekt pożądania: ciepłe łóżko, poduszkę itp.
    05:30 wreszczie kładziesz się spać
    06:15 wreszcie udaje Ci się zasnąć
    07:00 dzwoni budzik- olać go!
    07:10 znowu dzwoni (wrrrrrrrrrrr)
    07:20 uświadamiasz sobie, że w tym dźwięku jest jakiś głębszy sens więc wypadałoby wreszcie wstać
    09:00kończysz to, czego nie udało Ci się zrobić w ciągu tej dłuuuugiej nocy
    (w wolnych chwilach np. przerwach w zajęciach, nadal to kończysz, a końca nie widać), a poza tym tryskasz energią i dostajesz głupawki, która pozwala Ci się uśmiechać, mimo, że masz ochotę gorzko zapłakać
    11:00 już za póżno. Znowu się nie wyrobiłeś. Nie oddasz tym razem pracy. Game Over :( ale mówisz trudno to tylko fizjografia, konserwacja jest gorsza.
    13:00 konserwacja: połowa zachowuje się jakby wiedziała dokładnie o co kaman w tym przedmiocie. Druga połowa, jakby miała to gdzieś. A ja już po prostu nie mogę…
    13:45 jakiś zespół otrzymuję od Majdeckiej obietnice, że dostanie opracowywany przez jej ojca Park Saski: plany z trzech różnych okresów
    To już za wiele! Nasz Młochów jest tak zarośnięty, że aby zmierzyć te wszystkie cholerne drzewa, trzeba się przedzierać przez pokrzywy mojego wzrosu. Mamy tylko jeden plan i zero pomysłów na koncepcję. Moja reakcja: niekontrolowany wybuch płaczu, bo wdepnęłyśmy w taki SHIT, wypruwamy żyły, a i tak nasz czeka 3——–
    14:15 nasz kolej idę na konsultację z mocnym postanowieniem, że się już nie rozkleję, siadam… Ryk znowu niechciany, niekontrolowany, bez sensu, upokażający.
    14:16 Majdecka nie może na to patrzeć, wychodzi, wraca z pudełkiem trufli w czekoladzie, jakich jeszcze nigdy na oczy nie widziałam (bo są z Belgii). Pyta ile spałam. Ja: 3 godziny (od 20-21:30 na szczeście się zdrzemnęłam) ona: ja śpię tyle codziennie, ale starszy materiał genetyczny jest bardziej odporny. Każe mi wziąć trufla. Biorę. Agnieszka S. przejmuję inicjatywę i zaczynają się konsultacje. Cały czas mam ochotę zapaść się pod ziemie: taki wstyd… Majdecka dochodzi do wniosku, że musimy (ja muszę) pojechać 3 raz do Młochowa i zmierzyć najstarsze drzewa, umieścić je na rzucie, zrobić przekroje grup, a w środę dzień przed oddaniem skonsultować się z nią i zarwać noc. Pytamy o konsekwencje nieoddania w terminie: ściszonym głosem mówi, że być może żadanych nie będzie, żebyśmy się nie załamywały.
    14:30 konsultacje dobiegły jakiegoś tam końca, Majdecka każe mi wziać całe pudełko bardzo drogich wypasionych trufli, ja nie chcę, ona nalega, biorę.
    14:35 zastanawiam się czy w takim stanie jest sens iść na algielski. Pytania Alinki (która miała konsultacje jako pierwsza i była świadkiem mojej manifestacji niemocy) oraz innych osób z mojego roku „co się stało?” upewniają mnie, że sensu straszenia ludzi moim wyglądem, nie ma. Idę do akademika
    14:50 kładę się spać
    19:15 budzę się, postanawiam napisać notkę o tym koszmarnym dniu, który w sumie był tak podobny do wczorajszego, a przyszłe zapowiadają się z niewielkimi zmianami…

     Od pewnych rzeczy choć człowiek by bardzo chciał, nie ucieknie. Teraz będzie kolejna odsłona: ja- beksa.

    Doskonale pamiętam podstawówkę, a szczególnie jeden moment w trzeciej klasie. W czerwcu wychowawczyni tydzień przed końcem roku szkolnego mówi o zagrożeniach. Nagle zwraca się do mnie: „Marta, tylko nie płacz! Nie będziesz mogła dostać świadectwa, bo nie oddałaś książki do biblioteki”. To oczywiście była pomyłka, ale oczywiście się poryczałam i wcale nie od tamtej pory byłam klasową beksą. Jak widać niewiele się zmieniłam. :(((( Już chyba zawsze w wyniku stresu, będę się roklejać, robić sceny. Nienawidzę tego!
    Wiem, że bez Bożej pomocy nie dam rady, już nie daję…

    Wstając dziś, zdecydowanie za póżno, uświadomiłam sobie jedną bardzo smutną rzecz. Jeszcze w tym roku ani razu nie wąchałam konwali! Widziałam ich już tysiące u pań przy metrze, od początku kwietnia mam jedną na tapecie i są teraz dokładnie wszędzie, a ja nawet przez momencik ich nie wąchałam. :( Uwielbiam te kwiaty. Są one takie delikatne, czyste,  po prostu idealne. Gdybym mogła bym być kwiatem chciałabym być konwalią. Ale, że ich nie wąchałam, to skandal. Od dzieciństwa jeździmy z rodzicami do lasu na naszą działkę, spaecjanie dla nich. Widać moje dzieciństwo się już skończyło… Nie ma dzieciństwa i nie ma zapachu konwali…Bo już nie ma na niego czasu :(((

    Ps. Dobrze, ze miałam terenówki z drzew bo jeszcze dodatkowo ominąłby mnie zapach bzu. Wtedy już zaczęłabym płakać ;)

    W ramach odstresowywania się zaczęłam poszukiwać idealnej dla siebie kreacji ślubnej. Oczywiście póki co przegądam strony salonów w sieci, bo na jakiekolwiek realne rozglądanie nie mam czasu. Nigdy bym nie przypuszczała, że jest tyle różnych modeli. Ale po dwóch dniach intensywnych konsultacji z Anetą oraz Aliną wiem czego potem będę szukała w realu. Boję się trochę, że z fryzurą będzie problem, bo nie tak dawno miałam cieniowane włosy i może się suma sumarum okazać, że ich długość jest niewystarczająca do mojego wymarzonego koczka. Ale jest jeszcze 7 miesięcy, więc trochę jeszcze urosną, na szczęście.
    A tak w ogóle to ja chce wakacje!
    a na koniec notki link muzyczny: http://ladykarina.wrzuta.pl/audio/ln35QSP2rU/lauryn_hill_~_oh_happy_day
    miłego słuchania. ;)

    mam to gdzieś…

    uznałam, że tamta notka nie może pozostać aż tak pesymistyczna. Od razu przypomniała mi się pewna piosenka, która od razu wyprowadziła z dołka. Moze nie dokładnie piosenka, ale mój Pocieszyciel.

    Jak się nie bać powiedz jak??
    Kiedy w strachu żyje świat
    Zaufaj Panu już dziś

    Jak uwierzyć powiedz mi??
    Kiedy już nie wierze w nic
    Zaufaj Panu już dziś

    Jak mam kochać, powiedz jak??
    Kiedy rani mnie mój brat
    Zaufaj Panu już dziś

    Jak być dobrym, powiedz mi??
    Kiedy świat jest taki zly
    Zaufaj Panu już dziś

    Jak mam walczyć, powiedz jak??
    Kiedy silnej woli brak
    Zaufaj Panu już dziś

    Jak pokonać własny grzech??
    Kiedy pokus tyle jest
    Zaufaj Panu już dziś

    Jak sie cieszyć powiedz mi??
    Kiedy płyną gorzkie łzy
    Zaufaj Panu już dziś

    Jak do ładu z sobą dojść??
    Kiedy siebie mam już dość
    Zaufaj Panu już dziś

    Jak nie zbłądzić powiedz mi??
    Kiedy nie mam dokąd iść
    Zaufaj Panu już dziś

    Jak nadzieje w sercu mieć??
    Kiedy wszystko wali się
    Zaufaj Panu już dziś

    Im więciej zajęć, większy pozom sresu. Zawsze byłam chwiejna. Ale to co się ze mną dzieje w ostatnich dniach, to już lekka przesada. Za łatwo poddaje się emocjom. A już szczególnie smutkowi i zwątpieniu. Wciąż płaczę bez powodu jak mała dziwczynka. Bo jest mi źle. Jestem zmęczona, a i tak wiem, że inni pracują jeszcze więcej, jeszcze dłużej. To powoduje, że czuję wyrzuty sumienia. Boję się, że minęłam się z powołaniem. Nie chcę robić tego, czego obecnie się uczę.  Mimo, że jest to na swój sposób ciekawe, nie chcę do jasnej ciasnej projektować!!! Najgorsze, że już nie wiem, co chcę robić. A to nie koniec, to dopiero początek… I to mnie przeraża… Tracę motywację… Gdy pójdę do pracy, będzie jeszcze gorzej. Odczuwam dziś wybitny weltshmertz.

    Już potrafię płakać tylko jednym okiem.
    Bezgłośnie zraszam bluzkę, a czasem jego koszulę.
    Staram się by osoba obok nic nie zauważyła.
    Chcę zachować swoje irracjonalne smutki tylko dla siebie.
    Czasem jednak nie wychodzi.
    Jestem taka słaba.
    W takie dni wolałabym, żeby mnie nie było.

    Wszystko mi mówi, że ten semestr jest masakryczny. Choćby to, że od jakiegoś dłuższego czasu jestem zmuszona do rezygnowania z imprez w gronie moich przyjaciół. Jeśli kiedyś uważałam, że na studiach to się głównie pije, a nauka to zjawisko występujące tylko przed sesją, to na pewno nie na tym kierunku, nie w tym mieście. Od Świąt napięcie: tu kolos, tam projekt. Ja już tylko chcę to wszystko zaliczyć i mieć święty spokój. Uczymy się o fajnych rzeczach. Robaczki, drzewka, zbiorowiska leśne są cool, ale nie wszystko na raz, nie tak intensywnie. Gdy myślę o konserwie robi mi się niedobrze. Gdybym tylko studia miała na głowie, byłoby git. (Nie)stety jestem jeszcze HRem i prowadzę zespół. Nie wyrabiam najzwyczajniej w świecie, a wiem, że będzie jeszcze gorzej. I dlatego coraz częściej będe płakać „bez większego powodu”, bo się boję, że nie dam rady. To nic, że zawsze udawało mi się zaliczać w pierwszym terminie. To wszystko zaczyna mnie coraz bardziej przerażać i przerastać. Nie mam czasu dla znajomych. Chciałabym sobie pojeździć na rolkach; na rowerze, a każda godzina spędzona w ten sposób wywoła u mnie natychmiastowe wyrzuty sumienia, ponieważ „zmarnowałam” czas. Jak dobrze, że Rafał jest przy mnie. Boże dopomóż!
    PS. Gdzie są moje tabletki drożdzowe z melisą?!
    PSS. Gdzie jest MagnezB6???
    I nie pytajcie mnie co z moją sukienką. Zajmę się nią w wakacje…

    Jestem niepoprawną zostawiaczką wszyskiego na ostatnią chwilę. Powinnam się na to leczyć. Serio. Chodzi oczywiście o załatwienie sobie miejsca w akademiku. Co roku ten sam schemat: nie wiem jakie dokumenty muszę posiadać, pytam się innych, oni mi coś tam mówią, ja skupiam się na załatwieniu tych rzeczy. 2 dni przed załatwieniem danej sprawy dowiaduję się z różnych źródeł, że to co mam to w zasadzie wierzchołek góry lodowej i muszę coś tam jeszcze pozałatwiać i gdy już happy dobiegam do naszych znanych i lubianych pań w dziekanacie o 13:58, dowiaduję się, żę jeszcze mi brakuje zaświadczenia z urzędu skarbowego odnośnie zarobków mojej siostry, która oczywiście zarobków nie posiada. Także całe bieganie do ksero, wysyłania SMSów ogromnej wagi, czyszczenie zdjęcia w Photoshopie z zaświadczeniem, że siostra studiuje dziennie, poszło na marne, bo na koniec dowiedziałam się, standardowo, że dopiero mogę oddać komplet dokumentów. I w zasadzie w każdym momencie to mogę zrobić. Całe szczęście panie w dziekanacie przystosowały się do nawyków studentów, bo chyba nikt by tam nic nie załatwił. Ale ponieważ znam takie przypadki (a było ich niemało), po takim opóźnieniu w oddawaniu dokumentów, już widzę swoją przyszłość wśród hiltonowych karaluchów i szukaniem lodówki do tegóż hiltonowego pokoju. :/
    Podsumowując zestresowałam się niepotrzebnie, bo i tak mi nic nie wychodzi. Nic się nie zmnieniło od nawet-nie-pamiętam-kiedy. Dlaczego nie mogę się zainteresować daną sprawą odpowiednio wcześnie odpowiednio dosadnie, żeby potem nie wypominać sobie, jaką to ja jestem ciapą niepoprawną?! I jeszcze denerwuje innych, bo przecież ja jestem w Wawie, dokumenty w Płocku, a rodzice sami wiecie gdzie. Niestety jeszcze nie potrafią one przelecieć z jednego miejsca na drugie w odpowiednio krótkim czasie. Żeby było ciekawiej, zaraz spóźnie się na angielski, także kończę…

    I na koniec żarcik:

    Rektor
    Przeskakuje najwyższe budynki za jednym zamachem.
    Jest silniejszy od lokomotywy.
    Jest szybszy od pocisku.
    Chodzi po wodzie.
    Rozmawia z Bogiem.

    Prorektor
    Przeskakuje niskie budynki za jednym zamachem.
    Jest silniejszy od lokomotywy parowej.
    Czasami dogania pocisk.
    Chodzi po wodzie gdy morze jest spokojne.
    Rozmawia z Bogiem, jeśli otrzyma specjalne pozwolenie.

    Dziekan
    Przeskakuje niskie budynki z rozbiegu i o tyczce.
    Jest prawie tak silny jak lokomotywa parowa.
    Potrafi strzelać z pistoletu.
    Chodzi po wodzie na krytym basenie.
    Czasami Bóg zwraca się do niego.

    Prodziekan
    Ledwo przeskakuje budkę portiera.
    Przegrywa z lokomotywą.
    Czasem może trzymać broń bez obawy o samookalecznie.
    Bardzo dobrze pływa.
    Rozmawia ze zwierzętami.

    Profesor
    Odbija się na ścianach próbując przeskoczyć jakikolwiek budynek.
    Może zostać przejechany przez lokomotywę.
    Nie dostaje amunicji.
    Pływa pieskiem.
    Mówi do ścian.

    Doktor
    Wbiega do budynków.
    Rozpoznaje lokomotywę dwa na trzy razy.
    Moczy się pistoletem na wodę.
    Utrzymuje się na wodzie tylko dzięki kamizelce ratunkowej.
    Bełkocze do siebie.

    Pani z dziekanatu
    Podnosi budynki i przechodzi pod nimi.
    Zwala lokomotywę z torów.
    Łapie pocisk zębami i go rozgryza.
    Zamraża wodę jednym spojrzeniem…
    …Jest BOGIEM

    Utworzyłam nowy blog, bo eblog mnie maksymalnie denerwuje. Wciąż są jakieś problemy z serwerem.
    Notki pojawiały się rzadko, ale bynajmniej nie zamierzam tego zmieniać, bo ja produkować się nie za bardzo lubię. :P
    w zasadzie chciałam tylko napisać, że nie mogę się doczekać wakacji. Będzie pięknie! i będę wyspana! ha!


    • RSS