mademioselle blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 11.2008

    W sumie wczorajszy wieczor możnaby nazwać wigilią anrzejek, ale chyba nikt sobie nie wyobrażał, żeby andrzejki obchodzić w niedzielę. W każdym razie udało mi się wreszcie pójść na całonocną imprezę solideową z Rafałem, na której bawiłam się znakomicie. Na marginesie tylko wspomnę, że zanim udaliśmy sie do szkoły na Imielinie, udało mi się sklecić i wsunąć pod drzwi pani Cieszewskiej recenzję artykułu, która mam nadzieję, zostanie zaakceptowana. Oczywiście po drodze trochę bładziliśmy, zanim dotarliśmy na miejsce, ale ja uważam, że błądzenie po Warszzawie jest najlepszym sposobem, by poznać wszystkie jej zakamarki, nawet te, których poznać się nie spodziewało. ;)
    Na początek było jak zwykle dmuchanie balonów. Moją spejalnością jednak kolejny raz było zawiązywanie baloników na supeł. Tak, nikt nie wiąże baloników szybciej i sprawnie niż ja w odległości przynajmniej kilometra, a jeśli ktoś twierdzi inaczej, wyzywam go na pojedynek. ;P
    Muzyka była zróżnicowana: trochę dance, trochę techno, trochę starszej muzyki disco, więc generalnie dało się żyć i tańczyć. Ja przyniosłam też trochę swoejej muzy, żeby nie było chały. Jak na imprezę andrzejkową, było stosunkowo niewiele osób, ale stała ekipa nie zawiodła.
    Byłam na wielu imprezach soli deowych, tańczyłam z wieloma osobami, ale te czasy sie już chyba bezpowrotnie skończyły. Najwięcej oczywiście tańczyłam z Rafałem. Coraz lepiej mi się z nim tańczy, w prawdzie nadal w pewnych momentach nie pozwalam sie prowadzić, a sama improwizuję, ale jak brakuje zdecydowania, mam pokusę przejąć stery. W każdym razie wreszcie mam z kim tańczyć wolne. :)
    Drugą połowę imprezy, czyli mniej więcej od północy, więcej siedzieliśmy niż tańczyliśmy, ale i tak było przyjemnie. Ela dała nam pokaz zwojego zwycięzkiego tańca z mistrzostw świata i muszę przyznać, że byłam pod wrażeniem.
    Od około w połdo drugiej parkiet zaczął pustoszeć w tępie arytmetycznym. :P W końcu zostałyśmy przez pewien czas tylko ja, An_, Ela i Promyczek oraz jakiś bliżej niezidentyfikowany samiec. Wtedy sie zaczęlo szaleństwo: tańczyłam z Elą prawie tak enegricznie, jak się tańczy z Dominikiem. Potem z Promykiem, potem solo biegając po caej sali wykonując jakieś pseudoakrobacje. To cudowne uczucie wirować wokół własnej osi z zamkniętymi oczami. Nie da sie tego opowiedzieć, to trzeba przeżyć. Ok, kończę, bo trzeba iść na mszę.

    Przejrzałam swoje ostatnie notki i stwierdzam: Mój blog jest beznadziejny: płytki i wszędzie tylko się żalę (prawie wszędzie). Promyka blog jest o niebo lepszy. No, ale ona ma więcej praktyki. Tak czy siak, kicha!

    Chyba każdy marzy o ślubie jak z bajki, ja w kazdym razie marzyłam. I nadal chcę by taki był, ale… Pojawia się zbyt dużo ale. Mamy problem z gośćmi, bo wieeelu uznało, że nie może przybyć. Po pierwsze mamy kiepski termin, tak przynajmniej mówią mi inni. Zima, zaraz po świętach, zimno, śnieżno, jednym słowem beznadzieja. Druga kwestia: Za daleko! I tyle powodów już by wystarczyło, ale pojawiły się też inne: choroba lokomocyjna, chłopak nie chce,  mi się nie chce, może urlop będzie, dzieci za małe itp itd.
    Ok planowaliśmy na początku ślub wiosną, ale to jeszcze miałoby być tyle miesięcy na osobnym łóżku?! O nie, to ja juz bym wolała mieszkać w akademiku kolejny rok! Także grudzień jest czaserm dla nas jak najbardziej optymalnym. To, że komuś się nie chce, mam gdzieś. Widać po tym jak można na nich liczyć i jaki mają do mnie stosunek! O! I nie przeszkadza mi to, że mojej rodziny będzie jak na lekarstwo. Mam wielu fajnych znajomych i ich towarzystwo jest mi milsze, niż chociażby mojej chrzestnej. Tylko z powodu brata jest mo bardzo przykro…

    Zmieniając temat, powiem coś pozytywnego: życie jest piękne. Mimo, że jest listopad, proszę nie narzekać. A za miesiąc jest mój ślub! ^^

    zmiany

    6 komentarzy

    Odkąd pamiętam często śnią mi się wypadające zęby. To dość traumatyczne, z tego względu, że bycie szczerbatym do rzeczy przyjemnych nie należy. Na szczeście Kasia R. powiedziała mi, że to oznacza zmiany w życiu. No fakt w moim życiu zmian Ci pod dostatkiem. Ta najważniejsza już za torchę ponad miesiąc.
    Niestety nie wszystko zmienia się tak jak byśmy sobie tego życzyli. Czasem jeden dzień powoduje, że wszystko wywraca się do góry nogami. Albo zmienia sie nie do poznania. Inne zmiany zachodzą stopniowo, nawet nie zauważysz, a coś się już skończyło. Tak właśnie kończyły się moje przyjaźnie: jedne nagle, inne stopniowo. Nie wiem w sumie co jest gorsze. Ciekawe co będzie z kolejnymi, czy znowu to wszystko się skończy, jak już nie będe studiowała? Życie pokaże. Jak na razie nie mogę się pogodzić z tym, że nie potrafię na luzie rozmawiać z Aliną, boję się jej i nie ufam. Nawet to, że ze mną dziś rozmawiała w miarę serdecznie, nic nie zmieniło, albo zmieniło zbyt mało.
    Przynajmniej jedna osdoba mnnie nigdy nie opuści. I chwała jej za to.
    Nie liczę w tym miejscu bynajmniej na zapewnienia sióstr, że nic sie nie zmieni w naszej przyjaźni, bo życie nauczyło mnie nie podchodzić to tego zbyt poważnie. Wszystko się zmienia, czy tego chcemy, czy nie.


    • RSS