mademioselle blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 12.2008

    Po miesiącach wyczekiwania wreszcie nastąpił ten pamiętny 27 dzień grudnia A.D. 2008
    Zaczął się według agendy zapisanej przez Rafała i dzięki Bogu, że ją kazał napisać, bo dzień przed nie wiedziałabym nawet o której mam wstać nastepnego dnia.
    Powiem tylko odnośnie przygotowań, że jeśli miałaby mnie malować kosmetyczka u której byłam umówiona, na pewno bym się spóźniła na swój własny ślub, a to nie byłoby fajne. Ciemną stroną tej sytuacji był fakt, że moje niezbyt urodziwe plecy nie zostały pokryte żadnym korektorem, ani chociażby pudrem, bo po prostu nie starczyło już na to czasu. O 12 przyszła kamerzystka filmować tzw. ubieranie się, ale ja nie byłam jeszcze ani ubrana, ani umalowana. tempo było błyskawiczne. Gdy się już jako tako wyszykowałam, zaczęły się zdjęcia, kręcenie filmów i takie tam szmery-bajery. W międzyczasie Kaśka doczepiała sobie gumkę do butów, a ja kompeltowałam rzeczy potrzebne mi na ślub i na wesele. Szkoda, że nie pomyślałam, że po weselu też się będzie toczyło jakoś życie i może nie zapomniałabym wziąć ze sobą płaszcza, moich wygodnych butów oraz czerwonej felernej kosmetyczki, która co i rusz się gubiła oraz przechodziła z jednych rąk do drugich by w końcu stać się miejscem przechowania nie tylko moich kosmetyków, ale też mojej siostry, z czego ona aktualnie nie jest zachwycona.
    O godzinie 13 przyszła orkiestra, zaczęło się błogosławieństwo rodziców. Dopiero po nim przypomniało mi się, że ja mam jeszcze coś takiego jak welon i wypadaoby go założyć przed ślubem. Pani kamerzystka była wyraźnie zawiedzona faktem, że już nie było czasu na nakręcenie romentyczej sceny z udziałem tego zwiewnego przedmiotu, jak też nie zostało uwiecznione zakładanie bolerka oraz rękawiczek. Mi też było z tego powodu bardzo przykro ;P
    Wyszliśmy o 13;40 i co mnie zdziwiło, jeszcze nikogo nie było w kościele. A wnętrze cudne: kwaiciarka na prawdę się przyłożyła: tiul wzdłuż wewnętrznych ławek, tiulowy łuczek w głębi stroiki z złotymi gwiazdami betlejemskimi, świecznik. Moja wiązanka, też była cudna. W prawdzie myślałam, że herbaciane róże powinny być mniej pomarańczowe, ale może to ja sie nie znam. O_o
    Stojąc z Rafałem pod chórem nie mogłam uwierzyć z początku, że to sie dzieje na prawdę. Powiedziałam: „Ale jaja, to nasz ślub”.
    Gości nie było wiele, ale Ci najważniejsi byli (z wyjątkiem Grześka).
    Sama msza minęła mi tak szybko, jak jeszcze nigdy dotąd. Niesety chyba ksiądz się spieszył, bo o 15 był kolejny ślub i przez ten pośpiech nie udało się zaśpiewać „Pod Twym sercem schronię się” i „Oczarowałaś me serce”, a więc dwóch najpiękniejszych i tych na których mi najbardziej zależało. Ale mówi się trudno i żyje się dalej.

    
    

    Mimo, że prosiliśmy proboszcz nie udzielał nam ślubu ale jakiś świeżo wyświęcony xDaniel. Bardzo podobało mi się kazanie, jakie przygotował. Parę razy myślałam, że całkiem się tam rozkleję, ale dałam radę dobrnąć do końca. Po kazaniu nastąpiła przysięga. Bez większych problemów, jeśli nie liczyć faktu, że mało się tam nie zasmarkałam, a swoją husteczkę dałam świadkowej. Rafał mnie na szczęście wsparł swoją husteczką. ;)


    
    Ślub się skończył i nikt nawet nas nie obsypał ryżem, nawet nie rozgotowanym (tym lepiej dla nas). W każdym razie trochę inaczej sobie wyobrażałam finisz.
    Tak czy siak było fajnie. A relacja z wesela w kolejnej notce, bo już mi się teraz nie che pisać. :P
    

    Jestem już mężatką!

    Ale to poważnie brzmi. :P Alina powiedziała, ze już nie będzie mówiła na mnie Martita, mimo, że sama wymyśliła mi taką ksywkę, ale Marta, bo tak jest distojniej i w ogóle. A ja mam to szzerze mówiąc w nosie. To, że podjęłam dojrzałą decyzję na wspólne życie z osobą, którą kocham nie oznacza, ze od tej pory będę śmiertelnie poważna.

    O ślubie i weselu będzie w kolejnej notce, bo zaraz bęę z rodziną Rafała oglądać zdjęcia zrobione przez kamerzystkę.
    Dziękuję wam kochani za obecnosć! I love you! :*

    5 dni

    8 komentarzy

    Czas przegalopował przez kolejne miesiące i dni. Teraz zostało już tak niewiele. To niesamowite, że istnieje coś takiego jak czas. To chyba największy dar Boga dla człowieka. Zastanwaiam się czasem jak to możliwe, że Bóg ogarnia cały wszechświat  jakgdyby w jedym momencie. Zna przeszłość, przyszłość. Ciekawe, czy istnieje dle Niego terażniejszość. A może wszystko jest teraźniejszością. Tak czy siak, to niesamowite. ;]

    Nie ma za trudnych spraw,

    Nie ma zbyt łatwych też,

    Dla Ciebie Panie!

    Ty przecież wszystko wiesz.

    Każdą potrzebę znasz,

    Słyszysz mój śmiech i płacz.

    Dla Ciebie Panie,

    To przecież ważne jest.

    Ref.: Ja wiem, że wszystko jest możliwe,

    Że nie ma rzeczy bez znaczenia,

    Dlatego modlę się do Ciebie, Dobry Panie!

    I wiem, że zanim powiem słowo,

    Ty, Boże, znasz już całe zdanie.

    Uwielbiam Cię!

    Twoja wola niech się stanie.

    Nie zaskoczę Cię,

    Wiesz o mnie wszystko,

    Wiesz, co było,

    Znasz moją przyszłość.

    Niepojęte, że Ty, Panie, kochasz mnie, kochasz mnie!

    No i teraz będą Święta. Zupełnie inne. One w zasadzie będą tylko ciągiem dalszym oczekiwania. Niestety tak właśnie będzie.
    Przechodząc do bardziej kontretnych spraw, to chce mi się spać. W zasadzie mogłabym spać bez przerwy. Dlatego miałam postanowienie na adwent uczestniczyć w roratach. Kiepsko mi to wyszło. Byłam tylko na trzech. (łacznie z dzisiejszymi). Nadal mnie dobija, że jestem tak niekonsekwentna. Nie robię wielu rzeczy, tak jak bym tego chciała, lub jak inni tego ode mnie oczekują. Z drugiej strony wciąż robię to czego robić nie powinnam.


    Nie zaskoczę Cię,

    Wiesz o mnie wszystko,

    Wiesz, co było,

    Znasz moją przyszłość.

    Niepojęte, że Ty, Panie, kochasz mnie, kochasz mnie!

    Za 5 dni mój ślub. Kto by pomyślał? Ja w każdym razie się tego nie spodziewałam. :P Mamy już prawie wszystko dopięte na ostatni guzik, stąd apel do mamy, żeby się nie martwiła więcej niż potrzeba. Bardzo się cieszę, że bliskie mi osoby zaspiewają na moim ślubie.
    jeszcze tylko oddać pracę z fitosocjologii, i zacznie się chwila świętego spokoju przed Świętami.

    Straciłam wspomnienia.
    Są skasowane
    wymazane
    nie do odzyskania
    na zawsze
    skasowali mojego starego bloga!!!
    pięć miesięcy z mojego życia przepadło
    w nicość
    :(

    Część 4 – Ocena naturalności lasu komunalne miasta Olsztyna

    No i się wreszcie odbył! :D
    Nie czuję się jeszcze gotowa do napisania tej notki, ale siostra przynagla,
    mama pewnie jest ciekawa, a ja niebawem zapomnę szczegółów i to to nie będzie
    już TO.

    To miała być niespodzianka, ale ze względu, że musiałam wiedzieć przynajmniej
    którego dnia i o której to będzie, niespodzianka była połowiczna. Już nie
    powiem od kogo dowiedziałam się w jakich okolicach będziemy się bawić, w każdym
    razie się domyśliłam. Reszta atrakcji była dla mnie spodziewaną niespodzianką. :P Jedną rzecz udało im się mi wkręcić jedną rzecz: że to będzie piżama party.
    Ja w swojej naiwności oczywiście ją ze sobą wzięłam i kazałam wziąć biednej
    Oli, która nie była tym faktem uradowana. Całe szczęście, że się umalowałam!
    Jako, że brat Rafała Paweł składał od rana szafkę kuchenną, odwiózł nas tylko
    Rafał. Z peronu metra na Kabatach odebrała nas Alina z Kasią. Poszłyśmy do
    mieszkania Katarzyny S. zwanej w pewnych kręgach Kleszczykiem lub Studniarzem
    :P  Tam były już prawie wszystkie. Przywitały mnie szampanem. Oczywiście
    pierwsze co zwróciło moją uwagę w mieszkaniu, w którym byłam pierwszy raz w
    życiu były fajne kolorowe maski na półce. Później okazało się, nie powinnam na
    nie zwracać uwagi, ponieważ one były częścią niespodzianki ;)
    Służyły one bowiem do ozdabiania ich różnymi świecidełkami. Moim zdaniem genialny
    i absolutnie oryginalny pomysł. Moja maska, była złota, by mogła się wyróżniać
    wśród czarnych i czerwonych innych masek. Miałam też swój własny Martitowy
    biały kryształek :D W komplecie do tego było białe boa. Czad.
    Jak skończyliśmy przyszedł pseudo mikołaj z aparatem, czyli Piotrek W. z Soli Deo,
    który robi bardzo fajne foty. Miałam więc dość długą sesję zdjęciową. I właśnie
    dlatego cieszę się, że się umalowałam. Ale gdybym wiedziała ubrałabym się
    ładniej. W każdym razie potem zostałam ubrana w biały papier toaletowy, co
    raczej nie było aż takie super, ponieważ czułam się jak pajac. Później jednak
    już było lepiej, bo miałam quiz, który miał odpowiedzieć na pytanie jak dobrze
    znam mojego przyszłego męża, okazało się, że całkiem dobrze go znam. Nie
    spodziewałam się tylko, że chciałby mieć sypialnie pomalowaną na zielono.
    Potem zdaje się, że była piosenka o mnie. W prawdzie potem znalazłam parę
    błędów merytorycznych, ale doceniam całą trudność układania tekstu, bo wiem, że
    to takie proste nie jest. Kolejnym punktem programu były życzenia od znajomych
    ze studiów. To bardzo miłe, że mi tak wszyscy dobrze życzą. Potem została mi
    zaprezentowana płyta z moimi ulubionymi piosenkami. Nie dość, że świetnie
    wybrały repertuar, to jeszcze nagrały przed każdą piosenką dedykacje. Już przy
    pierwszej miałam ochotę się poryczeć jak usłyszałam moich rodziców. To było
    takie wzruszające. Później był test na to jak dobrze znam dziewczyny, które
    przyszły na imprezę. A na koniec dostałam uśmiechową książkę kucharską. A na
    koniec grałyśmy w butelkę na pytania. Ja to wymyśliłam. :D
    Generalnie było słitaśnie, jak to mówią niektórzy. Alina i reszta odwaliła
    kawał roboty, żeby to wszystko przygotować i ogarnąć. Wielki dzięki wam za to.
    Jak będę miała doła, przypomnę sobie ten wieczór, włączę płytę i myślę, że od
    razu mi się humor poprawi.
    Nie mogę się doczekać zdjęć!!!
    :*******


    • RSS