mademioselle blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 1.2009

    Gdy przypominam sobie moje poprzednie sesje, pojawia mi się gęsia skórka. Może nie sam okres egzaminów, ale ten tuż przed. To nie SESJA mnie przerażała, ale ZALICZENIA. To spędzało mi dosłownie sen z powiek. Z resztą nie tylko mi.
    W każdym razie zmieniłam taktykę i póki co wychodzę na tym na plus.

    Mój sposób na zaliczenia:

    1. nie denerwować się bez wiekszych powodów (jeśli się akurat nie ma okresu, denerwowanie się jest wręcz bez-sen-su);
    2. spać ile wlezie, ale bez szaleństw. 8 godzin jest zupełnie optymalną ilością snu;
    3. sprawiać sobie małe przyjemności: chce zjeść hotdoga, kupuję i jem; byle nie przesadzać, bo może się to skończyć nadwagą;
    4. zacząć uczyć się odpowiednio wcześniej;
    5. Nie marnowac czasu na nieuczenie się. (sen jest równie ważny jak nauka i nie jest bynajmniej nieuczeniem się, a utwralaniem wiedzy)

    Dlaczego mam odwagę głosić tak wywrotowe teorie?
    Bo dostałam 4,5 z zerówki z fitosocjologii, śpiąc tyle samo co Rafał, podczas, gdy moje koleżanki, ucząc się po nocach miały bardzo podobne wyniki (i wcale nie musiały nadrabiać zaleglości w urządzaniu).
    Reasumując, jestem z siebie bardzo dumna, co nie zmienia faktu, że pytania bardzo mi podpasowały, i miałam małą pomoc naukową. Może źle określiłam mój stan, jestem też bardzo wdzięczna, bo moje modlitwy odnośnie tej zerówki zostały 100% wysłuchane. Nigdy nie dostałam wyższej oceny z egzaminu…

    Zmieniając temat, dostaliśmy dziś film na DVD ze ślubu i stwierdzam, że to była zdecydowanie za duża dawka oglądania siebie z profilu. W ogóle, strasznie się garbiłam i było mi widać pryszcze :( Ale zgodnie z pierszym punktem mojego kodeksu, nie denerwuję się tym , licząc, że Rafał i tak powie, że jestem piękna i mam już nie mówić o jego żonie takich głupot. :P
    Zgodnie z punktem 2. mojego regulaminu, idę spać. Dobranoc kochane kujonki. I pamiętajcie: długo, nie znaczy dobrze.
    Gdy odkryjecie, że szukacie herbaty w lodówce, oznacza to, że bezzwłocznie musicie pójść spać. Lepiej wam to zrobi na mózg, od  całej nocy o kawie i czekoladzie nad książką. :*

    łoś

    4 komentarzy

    Już dawno na nic nie narzekałam, więc już mi chyba wolno. :P
    Zaliczenia się już zaczęły. Ludzie łapią doły, innych łapie przezielbienie (np. mojego męża). Mnie złapały ostatnio dwa silne bóle. Opowiem o nich w porządku chronologicznym.
    W piątek byliśmy razem na basenie. Fajnie się pływało, sympatycznie się zjeżdżało w rurze, ale mi było za mało wrażeń. Na sam koniec wbrew ostrzeżeniom Rafała, założyłam jego płetwy i popłynęłam sobie jakieś 4 metry, gdy nagle złapały mnie dwa potężne skurcze w obu łydkach. Bardzo bolały, co mnie tylko porządnie rozśmieszyło. Tak się śmiałam z bólu, że ledwo utrzymywałam się nad wodą. Na szczęście mój prywatny ratownik był w pobliżu i wyciągnął mnie z wody. Potem chodziłam jak (cytuję): młody łoś na bagnie.
    Kolejny ból naszedł mnie w nocy z soboty na niedzielę. Efektem tego, jak spałam w nocy (nie mam na prawdę pojęcia jak, więc nie pytajcie), jest potworny bój prawej strony szyi. Jednym słowem to się chyba nazywa zastrzał. Jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności ból szyi spotęgował ból łydek i w zasadzie jestem teraz jednym obolałym młodym łosiem na bagnie. A dzś muszę oddać projekt rabaty z urządzania i moją wcześniejszą zaległą pracę. Rabaty jeszcze nie zaczęłam. Mam czas do 13, góra 14. Może się udać, skoro zwlokłam się z łóżka o tej samej nieludzkiej godzinie, co mój mąż (6:40). Wierzę, że jestem w stanie to wykonać. Ale, żeby było weselej jutro mam kolosa z fitopatologii (zwanej fitopato lub grzybkami), a w środę zerówkę z fitosocjo, którą byłoby miło zaliczyć. Mimo tych chwilowych przeciwności losu, jestem dobrej myśli.
    Pan mnie strzeże,
    Pan mnie strzeże,
    Czuwa nade mną Bóg
    On jest moim cieniem.

    Także moje kochane łosie, zabieram się za rabatę!

    Wreszcie mogę powiedzieć, że byłam na weselu! Hura!

    A teraz mały quiz.
    Wesele było:
    a) dwunastogodzinne
    b) męczące
    c) w doborowym towarzystwie
    d) wszystkie powyższe odpowiedzi są prawidłowe

    Myślę, że pytanie jest banalne i w zasadzie w stylu: po jeziorze pływa, kaczka się nazywa. Co to jest? :P

    Straszyli nas, a konkretnie straszył nas Przemek, kolega Rafała, że wesele jest dla gości i trzeba ich ciągle zabawiać, wychodzić na parkiet, żeby z każdym zatańczyć. No i tak było, poniekąd. Na szczęście najwiecej tańców mogłam wykonać z mężem (fajnie brzmi, prawda?). I teraz ogłaszam uroczyście, że z nim mi się najlepiej tańczy! W związku z tym Dominik spadł w klasyfikacji na drugą zasłużoną pozycję. Z resztą tańczenie z Domim na weselu było niebezpieczne dla mnie, a przedewszystkim dla mojej sukienki, która okazała się zbyt długa. Zostając przy omawianiu przykrych rzeczy, bardzo mierził mnie fakt, że przy naszym stole (jakby nie patrzeć vipowksim) były cztery (na 12) wolne miejsca. To stało się za sprawą Eweliny (koleżanki ze studiów Rafała), która dzień przed weselem, napisała maila, że jednak jej nie będzie. Niestety ja tego maila nie przeczytałam… W innym przypadku przesadzilibyśmy Baraninę z Nadią oraz Monikę z Winiarkiem. Choć z drugiej strony, może to lepiej, że tego nie zrobiliśmy, bo ten cały Winiarek mnie wkurza!
    Jednak nie to jest najważniejsze. Najważniejsze jest to, że wszystkim się bardzo podobało. Goście chwalili jedzenie, miejsce, muzykę i nawet chwalili mnie. :P
    Kolejna nasza wpadka, to sprawa fotografa, gdybym w ostatnim momencie nie zdecydowała się zaprosić Uli, nie mielibyśmy żadych (!) profesjonalnych zdjęć. To właśnie Ula zaprosiła Piotrka, który został naszym nadwornym fotografem, z którego jestem bardzo zadowolona. Zawaliliśmy też sprawę zdjęć w studio, ale mnie to za bardzo nie boli. Piotrek zrobi nam zdjęcia wiosną i nie musimy płacić za jakąś szmirę.
    Co mi się jeszcze nie podobało? zespół  sądził, że państwo młodzi mają tak mało na głowie, że na pewno przygotują rekwizyty do zabaw! Dobre, prawda? Co ciekawe potem dowiedzieliśmy się, że zakup sznurka i paru baloników przekracza budzet zespołu. Ja tam myślę, że oni strzelili focha, ponieważ nie podobały nam się zabawy, które oni chcieli przeprowadzić. Dobrze, że chociaż wycieczkę do zoo poprowadzili jako tako. Była jeszcze akcja z zamienianiem się marynarkami.

    Szczerze mówiąc już mi się nie chce pisać o weselu. Moze tylko napiszę coś ku przestrodze:
    Jeśli ciasto z wesela smakuje jak normalne ciasto z wesela, ale ma już ponad 6 dni i istnieje szansa, że się gdzieś popsuło (zostawianie ciasta na balkonie nawet w mrozie nie jest, uwierzcie mi najlepszym pomysłem), NIE JEDZCIE GO! ja przeztakie pyszne ciasto od ponad czterech dni mam rewelacje żołądkowe. :/

    O sylwestrze napiszę tylko tyle, że był lipny. Ja się w każdym razie tym za bardzo nie przejmuję, bo dla mnie to wręcz bardzo pozytywna wróżba. W zeszłym roku bawiłam się źle, wcześnie poszłam spać, a w 2008 już prawie na samym jego początku znalazłam męża i pod koniec tego roku wyszłam za mąż!

    A teraz jest poniedziałek. Wszyscy kochają ten dzień tygodnia… Jateż go bardzo kocham… Za moment zaczną się zaliczenia… Oł yeah!!! I sesja… hura… cieszmy się i radujmy…
    no to zabieram się za fizjografię, bo znając moje szczęście Alina niedługo będzie miała gorsze dni, a to oznacza, że będzie ZŁĄAAAAAAAAAAAAA. :P


    • RSS