mademioselle blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 4.2009

    W ostatnią sobotę grałam z Rafałem i Kasią w siatkę. Właściwie, to sobie ją beztrosko odbijaliśmy na eleganckim trawniku w ogrodzie moich rodziców. Problem był taki, że tam jest nie za wiele miejsca, a nasze umiejętności  nie zawsze pozwalały na dokładne podania. Raz nam piłka uciekała w kwietnik, czasem  (staraliśmy się by jak najrzeadziej) smagała małą magnolię, bardzo często wpadała w gąszcz winorośli, która i tak ma zostać wycięta. Koniec końców, mój mąż wpadł na skalniak na którym rósł ostrokrzew. W rezultacie został podrapany w czoło przez ów krzew oraz zraniony lekko w rękę. Wyglądało to bardzo komicznie. Tym bardziej, że Rafał potem biadolił, że jak on się pokaże w pracy i w ogóle między ludźmi. Rozwiązaniem okazał się mój korektor maskujący różne niedoskonałości skóry. Tak się Rafał skutecznie zamaskował, że pierwszego dnia w pracy nikt się nie skapnął, że ma podrapane czoło. Drugiego dnia, jakaś koleżanka w pracy, stwierdziła, że wygląda jak Harry Potter. Mój naznaczony przez Voldemorta mąż, polubił od tej pory swoje znamię, które przypominało nieco znak Zorro.
    Teraz, po czterech dniach od tego wydarzenia, nie ma po ostrokrzewie ani śladu. Rafał natomiast biadoli, że już nie jest tak wyjątkowy, jak jeszcze był parę dni temu.

    Niestety nie wszystkie rany goją się tak samo szybko…
    Scenka rodzajowa:
    Głaszczę mojego ukochanego najmądrzejszego na świecie koteczka Mikusia, który ma obecnie około 10 lat, a nadal jest bardziej chętny do zabawy i bardziej łowczy od pozostałych dwóch dużo młodszych od niego kotów. Scena rozgrywa się na wcześniej wspominianym trawniku. Mikuś leży przewalony przez moja siostrę na bok i się generalnie nie rusza.
    Ja: Mikuś, to jest taki kochany, że chyba nigdy nikogo nie podrapał w takiej pozycji…
    Mikuś: [pac łapą z pazurami w moją rękę]
    To by było na tyle jeśli chodzi o moją naiwność w związku z moim prywatnym, ulubionym kotem.

    Ślady po pazurach mam do dziś i wciąż bolą, tak samo jak me pęknięte serce…
    :P

    Wiosna jest super, tylko dlaczego mi co roku musi wyskakiwać to uczulenie na dłoniach?? (pytanie retoryczne)
    Wiosną wszystko jest trochę inne: bardziej zielone, ładniejsze, cieplejsze, przyjemniejsze. Ogólnie wszystko jest bardziej jakieś. Przynajmniej dla mnie. Każda piosenka staje się alegoryczna, wiąże się z jakąś częścią mojej historii. Każdy zapach powoduje wspomnienia.
    Za czymś też bardziej tęsknię, choć nie wiem za czym. Może za An_, która już nie pamiętam kiedy mnie skomentowała?(notka o Tobie nadal jest w fazie projektu, jeszcze nie dojrzała. Jak już to zrobi, na pewno się ukaże ;))

    Wczoraj byłam z Rafałem na kabarecie w Teatrze Capitol. Muszę powiedzieć, że to miejsce jest rewelacyjne. Dekorator wnetrz, który je projektował musiał mieć super dobrą wenę, bo wszystko jest tam nieprzeciętne: począwszy od szatni (z bardzo przystojnymi szatnarzami), po barek, toalety i wszystkie inne ustronne kąciki gdzie można sobie usiąść i przenieść się do innego świata. Świata teatru. Nie żebym była jakąś koneserką, albo nie daj Boże znawczynią tej gałęzi sztuki. Po prostu umiem docenić fajne miejsca. :P Pomysł na pokrowce na krzesła w formie kostiumów jest, musicie mi przyznać, rewelacyjny! A kabaret Rafała Kmity, owszem, podobał mi się. Choć uważam, że najbardziej zabawne były ich improwizacje.
    Fajnie było się polansować w spódnicy, w lśniącym płaszczyku, z makijażem itp.
    Bardzo przyjemnie wracało się przez plac Bankowy, z rozrzewnieniem wspominając wszystko co się z tym miejscem kiedyś wiązało, a teraz (i dobrze) jest to tylko historia.
    Ciepły wiosenny wiatr delikatnie owiewał splecione dłonie, roznosił zapachy, pobudzał zmysły. Wracali tak sobie spokojnie. Mąż i żona.
    Amen.

    [To, że mam szablon ze Zmierzchu jeszcze o niczym nie świadczy! Podobają mi się kolory, aktorzy i ta muzyka, która mi się jeszcze nie znudziła. Bo sama hisroria Twiligtu już owszem. :P]

    Udało mi się wreszcie być na drodze krzyżowej w Wielki Piątek jak również na liturgii Światla w Wielką Sobotę, z czego jestem tym bardziej dumna, że trwała ona 2,5h. Z tego powodu mogę powiedzieć, że były to owocne Święta…

    A z drugiej strony miało być tak pięknie: miałam pojechać w Święta do wrocławskiego Lunaprku, a potem pluskać się w super nowoczesnym Aquaparku (gdzie są generowane sztuczne fale morskie!). Zamiast tego uczestniczyłam w zmienianiu opon na zimowe, grając na laptopie w Heroes. A głównymi atrakcjami wyjazdu było sztotkowanie kucyka oraz dyskoteka w Koziej Brodzie czy-jak-to-się-tam-nazywa. Myślałam, że już nigdy nie pojadę do takiego miejsca. A konkretnie tam, gdzie wszyscy chłopcy są pod wpływem, a znaczna większość dziewcząt paraduje w miniówkach i zbyt wyciętych dekoltach oraz w szpilkach. W takim ubraniu to można co najwyżej „ładnie wyglądać” bo już na pewno nie tańczyć. Nie zdecydowałabym się tam pojechać bez Rafała i jego znajomych oraz Pawła i Oli. Za żadne skarby świata.
    Poluję teraz na lunapark w Warszawie i okolicach. Widział ktoś taki?

    Kiedyś planowałam w tym miesiącu wyjść za mąż. Wyszłam w grudniu i nie żałuję.
    Ten miesiąc jest tego roku taki piękny. Tyle w nim słońca, zapachu wiosny. Niedługo będą kwiaty, drzewa obsypane białym puchem (i bynajmniej nie będzie to śnieg), trawa wreszcie będzie soczysto zielona, tak jak listki, które już wychodzą z siebie. ;]
    Chyba tylko wiosną czuję się tak zupełnie inaczej. Tak, że mam ochotę tańczyć i śpiewać do słońca – gdziekolwiek, byleby  w nowych wiosennych butach i spódnicy, bo wreszcie jest wystarczająco ciepło by tak się ubrać.
    Jest tak jakbym się znowu zakochała. W moim mężu oczywiście. Jest cudownie.


    • RSS