mademioselle blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 5.2009

    Powinnam w zasadzie napisać dwie notki, a nawet trzy, ale chyba mimo wszystko ograniczę się jednej. :)

    Zacznę od życzeń dla mojej kochanej mamy, która regularnie czyta mojego bloga. Na początku nawet komentowała.
    Droga mamo, ty razem z tatą mnie wychowaliście. Dzięki wam miałam szczęśliwe i spokojne dzieciństwo. Niedługo sama będę matką i pewnie wtedy jeszcze silniej odczuję, ile trudu i wyrzeczeń wymagało od was macierzyństwo i ojcostwo.
    Z okazji Twojego święta, Mamusiu, życzę Ci zdrowia, szczęśliwego i długiego życia, błogosławieństwa Bożego oraz wielu powodów do radości.
    :*

    Z radością mogę zakomunikować, że udało mi się po raz 4 zainstalować Cada! :D bez niego było trochę jak bez ręki, albo przynajmniej jak bez jednego palca. :P Aż mi się chce projektować, a to nie jest częste zjawisko. Także jakby się ktoś pytał projektuję park Świętokrzyski ^^

    Nie ma jak przeżyć leniwy dzień. Wstać sobie o 11. Przez dwie godziny poczytać sobie książkę, zjeść śniadanie czytając „Idiotę”, umyć się, potem wrócić do czytania, potem umyć gary, potem sobie znowu poczytać. Następnie przyponieć sobie o zebraniu Zarządu Głównego SD, na którym powinnaś koniecznie być, a zaczyna się za pół godziny. To robota mojego anioła stróża, że przypomniałam sobie o tym jeszcze w takim momencie, że spóżniłam się na nie niecałe 10 minut.
    W sobotę mieliśmy sesję fotograficzną poślubną. Jestem teraz  okropnie ciekawa jak wyszły te zdjęcia.
    Cóż jeszcze rzec? Nic już chyba nie rzeknę. Przynajmniej było krótko i na temat.

    Zaliczyłam Zgon z SD. I to bardzo dosłownie. I w przenośni zresztą też.
    Zgon to taka miejscowość za Szczutowem na Mazurach, która słynie z tego, że przez nią biegnie szlak kajakowy. Zgon jest nad Jeziorem Mokrym (nazwa jest bardzo w tym przypadku adekwatna). Miejscowość to bardzo atrakcyjna. Diabeł jednak jak zwykle tkwił w szczegółach. SD jako organizacja studencka stara się, żeby wayjazdy były jak najtańsze, toteż mieliśmy noclegi w domkach letniskowych. To jednak nie byłoby takie złe, gdyby była wyższa temperatura w nocy. Ogólnie w dzień też nie było upałów. Ale powracając do „blasków” pierwszy raz pływałam kajakiem i bardzo mi się to podobało. Szczególnie pierwszego dnia. Tym bardziej byłam z nas zadowolona, gdy po godzinie pływania nie wywaliliśmy się na środku jeziora. Teraz wiem, że aby przewrócić dwuosobowy kajak, trzeba się na prawdę postarać (co nam się nie udało) płynąc prostopadle do fal. Kolejnego dnia był całodniowy spływ rzeką Krutynią. Było fenomenalnie. Przynajmniej na początku. Widoki niezapomniane, a dzięki temu, że był to wyjazd z SD, mieliśmy mnóstwo zabawy: a to łapaliśmy się za kajaki, innym razem ścigaliśmy się z najlepszymi. Z czasem jednak ręce mi zaczęły wysiadać i Rafał przejął w zasadzie całkowicie funkcję napędową. Ja miałam tendencję do skręcania w szuwary, więc to nawet lepiej, gdy zajął się tym specjalista. W każdym razie pod koniec siedmiogodzinnego spływu czułam się jak po dniu na pielgrzymce, a ręce mi po prostu chciały się oddzielić od reszty ciała. Na całe szczęście nie doznałam opażeń słonecznych (w odróżnieniu od innych, którzy nie dali mi sobie posmarować rąk, dzięki czemu mają bardzo patriotyczne barwy na przedramieniu). Tym akcentem płynnie przechodzimy to cieni tego wyjazdu.
    Na kajaku chyba mnie przewiało. Na dodatek wypiłam wieczorem pół Redsa i potem spałam w bardzo zimnym domku. Co prawda ubrana tak grubo, jak tylko się dało, ale jednak było zimno. W efekcie noc po kajakach była niewątpliwie jedną z najgorszych w moim życiu. Nie mogłam spać. Co godznię wychodziłam siusiu za domek. Niestety nie zawsze zdążałam.  Jednym słowem przeziębiłam sobie pęcherz. MASAKRA Z tego oto powodu obwieszczam uroczyście, że nie idę w tym roku na żadną pielgrzymkę, bo wypiję jedną kawę i mam problem przez parę dni. Nie jestem masochistką!
    Trzeciego dnia byłam ledwo żywa. Musiałam ponadto odespać nieprzespaną noc. Ominęła mnie przez to okazja do popływania żaglówką. Dobrze, że Rafał ze mną został, bo przynajmniej nie cierpiałam w samotności.
    To na razie tyle.


    • RSS