mademioselle blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 9.2009

    Jak to człowiek może sobie całkiem niepostrzeżenie „urozmaicić” sobie dzień. Wystarczy że rano wyjdzie z kimś kto ma klucze, a potem się okaże, że tylko ta jedna osoba miała klucze i jest już bardzo daleko. Dziś byłam oczywiście tą drugą osobą bez kluczy, ale za to ze stówką w kieszeni i legitymacją (z biletem). Napoczątku wpadłam w panikę, ale potem uznałam, że chyba uda mi się to jakoś przeżyć z godnością i jakgdyby nigdy nic pojechałam na SGGW załatwić parę spraw (głównie w bibliotece). Trzeba sobie jakoś radzić, prawda? Kupiłam 16kartkowy zeszycik, długopis i nie zmarnowałam przynajmniej 5 godzin. :D
    ***
    Odkryłam, że w niektórych drogeriach „Natura” można kupić cudowny specyfik, który podobno dawno, dawno temu był normalnie w sprzedaży. Chodzi o Suchy szampon! Jest w spreju, nie używa się żadnej wody i to na prawdę działa! Przecież na pielgrzymce, to by było jak wybawienie! Po prostu genialnie radzi to sobie z moją grzywką. jestem zachwycona.
    ***
    Wczoraj byłam z siostrami w Złotych. Tego mi było trzeba. Od śmiechu bolała mnie szczęka. To zresztą standard. One są niesamowite. Kocham was, dziewczyny! Czekam na spotkanie u Moni na Martini! No i musimy pójść jeszcze razem na coś fajnego do kina. :*

    Od początku Rafał był na nie. Potem już nie tak bardzo. Aż w końcu się zgodził. I teraz żałuje.
    Wkurzało mnie, że mamy tylko 6 programów, w którym jeden jedyny Puls nie śnieżył, ale za to za każdym razem puszczali jakieś durnoty w stylu: „Ale numer”. Czasem chciałam obejrzeć film: nie można, bo śnieży, czasem mecz, to samo, czasem fakty. Czasem się dało. W końcu zdecydowaliśmy się na najtańszy pakiet, żeby były tylko podstawowe programy i kanały niekodowane po angielsku.
    Problem w tym, że mamy okna wyłącznie od pólnocy i wschodu, a sygnał jest z południa. Ja myślę, że to nie ma takiego znaczenia. Rafał jednak ma inne zdanie. Już w niedzielę, po zamontowaniu wszystkiego chciał oddawać wszystko. Zobaczymy jak to będzie. Mam nadzieję, że dobrze.
    A jutro jedziemy na pogrzeb Rafała dziadka, ktorego nie miałam okazji poznać. Niech spoczywa w pokoju. [*]

    Orla

    11 komentarzy

    Ten obóz z pewnością na długo zapadnie mi w pamięć. Nie przez to, że ludzie byli super i ogólnie świetnie się bawiłam, mimo, że prawie w ogóle nie wychodziłam w góry. Tym razem zapamiętam przezdewszystkim moje nawrócenie, które nastąpiło podczas naszej trzyosobowej „wyprawy na Granaty” przez Orlą Perć. Ktoś, kto zna tatrzańskie szlaki zdaje sobie sprawy, że to trasa maxymalnie hardcorowa. Tak bardzo, że chyba trudniejszej się w Tatrach nie uświadczy. Szkoda, że moja wyobraźnia nie potrafiła wcześniej przewidzieć, co podobne słowa u innych, którzy też to przeżyli, mogą znaczyć. To szczera prawda, że „płytka wyobraźnia to kalectwo”. Ja na prawdę nie dowierzałam, że to jest niemalże trasa dla samobójców i przez bite 4 godziny trzeba zrobić mszystko, żeby tylko nie zginąć w przepaści. To na prawdę nie było trudne. Wystarczyła chwila nieuwagi, niepewny krok, lub po prostu panika, mogła przyprawić kogoś o kalectwo, ranę, choć podejrzewam, że zwykle kończyło się to gorzej.
    Wchodząc po prawie pionowej ścianie z koziej przełęczy, było takie miejsce, gdzie dosłownie nie było gdzie postawić nogi. Marta (koleżanka z którą szłam) miała ten sam problem. Jakoś się jej jednak udało. Ja szłam jako trzecia. W pewnej chwili nogi poślizgnęły mi się na mokrej skale i pełna przerażenia zawisłam na łańcuchu. Gdybym spadła prawdopodobnie już bym nie żyła. Wtedy do akcji wkroczył mój anioł stróż. Szedł za mną i gdy byłam na maxa zestrachana, pomógł mi wejść. Nie pamietam już jak on to zrobił, ale to było niesamowite. Oczywiście gdy już byłam w bezpiecznym miejscu uderzyłam w ryk ze strachu. Potem dziewczyny powiedziały, że były pod wrażeniem tego jak szybko sie uspokoiłam i dałam radę iść dalej. Strach jedak ciągle narastał, odbierając pewność siebie. Już miałam w nosie Granaty. Chciałam tylko, żeby ta koszmnarna trasa się skończyła i byśmy mogły już schodzić. Orlą jednak musieliśmy przejść do końca, by już zaszłyśmy bardzo daleko, a ta trasa była jednokierunkowa. Pewnie strasznie wkurzaliśmy innych (zwykle super wysportowani mężczyźni), poruszając się wolniej, niż to mapa przewiduje. Kobiety też wędrowały, ale stanowiły znaczną miejszość.
    W trakcie wędrówki śpiewałam „Pan mnie strzeże” i inne tego typu pokrzepiające serce piosenki, co w chwilach grozy nieco pomagało. Usiłowałam również wmówić sobie, że jestem koziczką, aby dodać nieco pewności siebie. To również działało :)
    Orla wykańcza fizycznie i psychicznie. To była masakra! Gdybym wiedziała jak to będzie wyglądać, nie zdecydowałabym się na to. Choć kto wie, może byłabym na tyle pewna siebie, że chciałabym spróbować. Na początku byłam zachwycona: Łańcuchy, przepaście, pionowe skały. Super! Ale to trwało może nieco ponad godzinę. Potem już nie można było zawrócić. Można było tylko iść i modlić się o przetrwanie swoje i ludzi, których się mijało. Koronka na Kozim Wierchu była najbardziej szczerą modlitwą, jaką kiedykolwiek odmawiałam. Już było po najgorszej części, choć później wcale nie było dużo łatwiej. Jedna pani za nami ześlizgnęła się metr w dół, w miejscu, w którym nie było łańcuchów. Jakimś cudem się zatrzymała. A na Kozim, jak myślicie, co zrobiła? To ja wam powie: wypiła całe piwo razem ze swoimi znajomymi. To po prostu szczyt głupoty!
    Podsumowując nasze życie uratował
    a) mój anioł stróż
    b) chmura, która ograniczając widoczność zniechęciła nas do zdobywania Granatów, które tez są bardzo niebezpiecznie (kto wie co by tam się mogło stać)
    c) cała masa łańcuchów i innych pomocy, które nadal nie mam pojęcia jak były zakładane (to dopiero musiał być hardcore)
    d) wędrowiec schodzący z latarką do Kuźnic, który oświetlał drogę przez las, sierotom, które zapomniały wziąć własnej.
    Idąc Orlą Percią stwierdziłam, że:
    11 przykazanie powinno brzmieć: nie idź na Orlą Perć
    Orla jest jak Media Markt – powinni tego zabronić
    Najbardziej przerażające było jednak to, że jak wróciliwśmy i po któtce opowiedziałyśmy jak tam było ciężko, Seweryn swteirdził, że strasznie żałuje, że z nami nie poszedł, a Promyczek obwieścił, że też tam była i kocha ten szlak, oraz chce tam wrócić.
    ZAŁAMKA.
    Ja już przynajmniej wiem, że życie jest mi miłe, że już tam nie wrócę, nie puszczę tam swoich dzieci oraz będę każdego przestrzegała, że nie warto. Co prawda, byłyśmy potem podziwiane przez resztę obozu, ale na serio nie warto. Chyba, że jakiś facet chce coś sobie udowodnić, niech idzie. Krzyżyk na drogę. Tylko niech się wcześniej wyspowiada i pamięta, że to może być jego ostatnia podróż.
    http://www.orlaperc.za.pl/trasa.htm#200

    Od 1909 do 2006 roku w rejonie Orlej Perci doszło do 92 śmiertelnych wypadków. Myślę, że gdyby nie Boża opatrzność Byłoby ich znacznie więcej

    Mogłabym teraz smacznie spać. Gdybym mogła zasnąć i od sąsiadów z dołu (tych samych u których zostawiliśmy rybki, kiedy wyjechaliśmy do Bułgarii) nie dobiegały okrzyki:
    UUUhuuuu
    UUUhuuu
     co oznacza, że oni znowu zrobili kareoke Party z piosenką Song 2 Blura na czele.
    Uważam, że mogło być gorzej. Mogli śpiewać „Jesteś szalona” i inne takie. Blura jestem w stanie zaakceptować. Przychodzi mi to jednak z pewną trudnością, kiedy ich imprezki są częściej niż 2 razy w tygodniu i przedłużają się znacznie za godzinę 23. Chyba na dziś już skończyli. Ja jednak i tak nie zaznam snu przed podróżą.
    Strasznie się cieszę na myśl o tym wyjeździe. Muszę wpuścić trochę świerzej krwi w szeregi mojego koła. Może nawet znaleźć przyszłego prezesa. Przy okazji chcę pochodzić sobie po górach. Może zrzucić kilogram, albo dwa. generalnie miło spędzić czas, grając nocami w mafię z Elką i Pawełkiem :D
    Minus jest taki, że będę na pewno bardo tęsknić za Rafałem. W dodatku nie mogłam się nim nacieszyć przed wyjazdem…
    Szkoda, że An_ nie jedzie. To będzie mój pierwszy obóz zerowy bez niej… Nawet wybaczyłabym jej to, że wykorzystywałaby mój plecak do noszenia swoich rzeczy. Moze za rok. :P

    Ps. Ciągłe okrzyki Uuuhuuu świadczą o tym, że impreska wciąć trwa. Gdybym była zaproszona, chyba mi to tak nie przeszkadzało. Dobrze, że mamy zamiar się z nimi zakumplować. Przynajmniej może będą nas informaować na kiedy mamy sobie przygotować zatyczki do uszu.


    • RSS