mademioselle blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 3.2010

    Gdy idzie wiosna, ludzie zwykle cierpią z powodu senności, otępienia i niechęci do życia. Ze mną dzieje się coś zupełnie odwrotnego. W tym właśnie momencie, a więc o godzinie 22:01, czuję się jakbym przedawkowała kofeinę. Tak mi serce szybko wali. Na coś czeka, czegoś chce.
    Ludzie z mojego roku ciągle narzekają. Na plan, na wykładowców, na okropne zamieszanie z grupami. Ja w sumie też trochę narzekam, ale to jest dla mnie mało ważne. Najważniejsze, że pąki na drzewach zaraz pęką, świat się zazieleni. Wiosna już pachnie. Wiatrem, ziemią i deszczem wymieszanymi z promieniami słońca. Co roku przeżywam ten cudowny stan wiosennego nasilenia.

    Odkąd jestem na studiach coraz więcej mojego wypoczynku jest
    po sezonie. Rafał nie może wziąć urlopu wtedy, kiedy chce, ale kiedy może, co
    zależy od całej masy innych czynników i obowiązków. Ja w tym roku miałam długie
    i przesunięte o  miesiąc do przodu ferie. Planowaliśmy ten wyjazd od około
    miesiąca. Nawet termin rekolekcji tak sobie ustawiłam, żeby nam pasowało. W
    końcu ja „organizowałam” księdza, więc wolno mi było :P
    Ale żeby nie było ta różowo w czwartek po mszy (na której notabene zdarłam
    sobie gardło), odczułam że coś jest nie tak. Chodzenie w kapturze zamiast w
    czapce, chyba nie wyszło mi na zdrowie, ponieważ od tygodnia mniej lub bardziej
    boli mnie gardło. Szłam jednak w zaparte. Nie chciałam się zgodzić na zostanie
    w Warszawie. No i pojechałam chora do rodziców Rafała. Tam spędziłam w łóżku i
    okolicach 2 i pół doby. Gra na zwłokę z Rafałem dała pożądane rezultaty,
    ponieważ w poniedziałek chciał jechać albo z powrotem do stolicy, albo do moich
    rodziców. We wtorek rano, kiedy się już czułam jako tako, ruszyliśmy zgodnie z
    pierwotnym planem (tylko z dwudniowym opóźnieniem) do Jeleniej Góry, a potem do
    Szklarskiej P. Nocowaliśmy jedną noc u znajomych Rafała. Bardzo sympatyczni
    ludzie.
    W Szklarskiej mieliśmy spore problemy ze znalezieniem noclegu. Wiele ośrodków
    było zamknieta. W końcu znaleźliśmy lokum prawie przy samym wyciągu. Gdyby był
    śnieg (trochę go było, ale mokry) i gdybym była zdrowa, nazwałabym to miejsce
    wymarzonym. Nie było co prawda tanie, ale pan nam obiecał zniżkę przy kolejnym
    pobycie ;D
    Rafał poczatkowo chciał uprawiać tylko nordic walking. Jednak po spacerze do
    wodospadu Kamieńczyka, stwierdził, że to chyba jednak nie do końca dobry
    pomysł. Wszędzie, bowiem w lesie jest masa śniegu i chodzi się dość trudno.
    Zgodził się, więc na spróbowanie nowej dyscypliny sportu: chodzenia na nartach,
    (czyli jeźdzenia nartami biegowymi). Mimo początkowych upadków udało nam się
    opanować poruszanie się na dwóch wąziutkich deseczkach. Trasy w Jakuszycach są
    rewelacyjne. Dodatkowo pogoda, była lepsza, niź nogliśmy sobie wyobrazić.
    Cieplutko, słonecznie. Ptaszki śpiewają, woda płynie, śnieg się topi, a my
    jeżdzimy na nartach przez las zadowoleni z życia.
    W każdym razie wyjazd był bardzo udany. Szkoda tylko, że taki krótki i że
    połowę wolnego czasu musiałam leżeć w łóżku.


    • RSS