mademioselle blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 6.2010

    Cudem znowu udało mi się wszystko pozaliczać bez tzw. kampanii wrześniowej, która w tym roku w Szkole Głównej Geniuszy Warszawskich przebiega w sierpniu. Co prawda ostatni egzamin na tróję, ale mnie to w pełni satysfakcjonuje. Mam już serdecznie dość tego całego semestru. Miałam chyba najwięcej godzin zajęć od czasu 1 roku. Lekkie przegięcie. Parę dni temu zaczęłam ostatnie długie wakacje. Chciałabym je jak najlepiej wykorzystać. Niestety nie wszystkie moje plany uda mi się wprowadzić w życie. Małżeństwo to super sprawa, ale niesie ze sobą pewne ograniczenia…
    Nie mam w planach żadnej pracy w te wakacje. (ale odmiana :P) Jak chciałam pracować w IGP, to stwierdzili, że nie mają kasy, żeby mi płacić. Jak napisałam, że pieniądze nie są dla mnie na tym etapie nie są tak istotne jak doświadczenie, to nic nie odpisali :/ Trudno. Spróbuję zacząć pisać magisterkę. :P
    Przez ostatnie dwa dni, bynajmniej nie czułam się jakbym miała wolne. Cały dzień latałam po mieście i załatwiałam różne sprawy. A przed chwilą dosłownie uświadomiłam sobie, że pierwszy kurs grafiki mam nie w piątek ale dziś od 17. Lux.
    Mimo wszystko mam co robić w te wakacje: organizacja obozu, parę dni na pielgrzymce, być może FSM. Mogę też sobie w spokoju pomalować, porysować, poczytać i się generalnie pobyczyć :D
    I mam już pomysł, na autorski szablon mojego bloga. Jak wrócę z wpisów, z chęcią się za to zabiorę.

    Tak to ja ponownie się wychylam,
    Jestem gdy zechcę, nakręcam i nawijam Chcę tak jak on
    Pomarańcze nooo, niech żyje witamina,
    Ale ja tu w innej sprawie, słuchaj bo rozwijam,

    Na każdym kroku stajesz przed wyborem,
    Czy polecieć samolotem czy iść na piechotę,
    Nie wiadomo co jest ważne, czemu się poświęcić,
    Kiedy mówić tak, kiedy się wykręcić

    Zobacz ile tu się dzieje
    Ludzie poszaleli, handlują sumieniem
    Przerabiają sobie ciała, grzebią w tajemnicach
    Wysuszone serca chowają po piwnicach
    Jesteś ale czy naprawdę,
    czy to co robisz ma sens jest poważne
    Spróbuj pootwieraj okna, powtarzaj słowa

    Chcę tak jak On
    Mieć tyle siły by trwać,
    I mówić nie, gdy cały świat krzyczy tak
    Chcę wierzyć, że potrafię siebie dać
    Tam gdzie już nikt nie widzi żadnych szans

    Tra ta ta tra ta ta ta
    Moja propozycja, nie próbuj się zamykać, taka moja wizja
    Wstań podejdź do wielkiego lustra, przyjrzyj się dokładnie, popatrz na usta
    Czy mówią prawdę, czy musisz się wstydzić,
    Czy już zaczynasz siebie nienawidzić,
    Spróbuj, pootwieraj okna, powtarzaj słowa

    Chcę tak jak On
    Mieć tyle siły by trwać,
    I mówić nie, gdy cały świat krzyczy tak
    Chce wierzyć, że potrafię siebie dać
    Tam gdzie już nikt nie widzi żadnych szans

    Chcę tak jak On

    Wiara bez uczynków jest martwa.
    Myślałam, że to nie tylko mój sens życia. Być dobrym człowiekiem. Poświęcać się dla bliźnich, nie zwracając uwagi na pewne niedogodności. Jak pogodzić dwa róże podejścia do życia? Nie wiem. ;/

    Sorry, że piszę tak dużo, ale czuję, że muszę. Potem znowu będzie miesiąc suszy, prawdopodobnie.
    W środę pisałam „sprawdzian” na zaliczenie przedmiotu psychologia środowiskowa. Myślałam, że się znam na ludziach, ale okazało się, że nie bardzo. Dowiedziałam się wielu ciekawych rzeczy. Mianowicie, że jestem osobą niskoreaktywną, tzn. potrzebuję silnych bodźców do osiągnięcia optymalnego poziomu pobudzenia. Możliwe, że łączy się to z moim zazwyczaj bardzo niskim ciśnieniem krwi, które sprawia, że mogłabym spać non stop. W każdym razie, lubię jak się dużo dzieje, lubię chodzić na koncerty, słuchanie głośnej muzyki mnie nie wkurza, ale stymuluje. Lubię chodzić na imprezy, spotykać się z przyjaciółmi, nie męczy mnie tak bardzo studiowanie i jednoczesne działanie w SD. Mimo, że wciąż narzekam, lubię to :P. Niskoreaktywność określa temperament, który bardzo ciężko zmienić. Ta wiedza mogłaby zmienić moje życie, dlatego postanowiłam się tym podzielić. Może to teraz odmienić przyszłość innych osób ;)
    Jeśli chodzi o może życie najlepiej jest właśnie tak, jak jest.
    Odnośnie reaktywności w związkach, to nasz profesor nie powiedział nic jakie temperamenty ze sobą najlepiej koegzystują. Nie jestem jednak zdania, że przeciwieństwa się przyciągają. Moze trochę, ale na dłuższą metę, jest po prostu bardzo trudno się dogadać. Moim zdaniem wspólna płaszczyzna jest absolutnie konieczna. W przypadku mojego małżeństwa są to na pewno wyznawane wartości, umiłowanie przyrody, piękna i podróży. Temperamenty mamy różne. Teraz to wiem. :P
    Kiedyś mieliśmy dyskusję na temat tego, w czym jest lepsze wyjście do clubu od tańczenia na naszym prywatnym parkiecie w mieszkaniu. Nie potrafiłam wtedy tego uargumentować. Teraz już jest dla mnie jasne, że wolę club, bo obecność innych ludzi, głośniejsza muzyka, wzmacnia przeżywane przeze mnie doznania. Rafał jest wysokoreaktywny i dla niego optymalny poziom stymulacji jest wystarczający na niższym poziomie. :D Ta cała psychologia jednak nie jest taka głupia. Za to historia i teoria projektowania przestrzeni już owszem. Podobno oceny z tego przedmiotu były wystawiane po 5 sekundowym spojrzeniu na test, a potem już na oko. I dzięki temu mam 3,5 :(
    Ale wracając do głównego wątku, nie umiem jednoznacznie powiedzieć, czy temperamenty w związkach powinny być takie same. Nie wiem, bo jestem w moim małżeństwie bardzo szczęśliwa, choć czasem mój mąż mnie nie rozumie. A kompromisy są konieczne na każdym kroku.
     Biorąc pod uwagę inną parę A&T, też ciężko ożec, bo T jest skrajnie niskoreaktywny, a A skrajnie wysokoreaktywna i póki co, są ze sobą mimo kryzysów. Życzę im również wszystkiego najlepszego.

    To nieco ryzykowne stwierdzenie, ale w czasie sesji zawsze odpoczywam. Jak już się zaliczy te przedmioty z projektami, nauka na egzaminy jest czystą przyjemnoscią. Osoby, których studiowanie polega tylko na nauce, nigdy nie odczują tej słodkiej różnicy. W każdym razie, jestem coraz bardziej zadowolona z życia. A następny egzamin dopiero za tydzień… :)
    Zamieniłam słowo w czyn odnośnie kursu grafiki komputerowej, o której myślałam już od dłuższego czasu. Bardzo mnie to cieszy. Mimo, że nielubię komputerów, programy graficzne na moim kierunku wypada znać. Już nie raz się przekonałam, że lepiej ciągle tą wiedzę rozwiajać i pogłębiać, dzieki temu zaoszczędzając cenny czas. Poza tym nie wiem, czy uda mi się znaleźć pracę w zawodzie. Jeśli nie, to może właśnie w grafice komputerowej połączonej z reklamą wizualną. Jakieś już doświadczenie w tym mam.
    A zmieniając temat nie mogę sie doczekać S.O.S. Na pewno będzie bosko, jak zwykle. Ciekawe, czy ktoś z SD będzie chciał ze mną na niego pojechać. Byłoby fajnie. An_, Promyk liczę na was. ;)

    Zdaję się, że nawet mi wyszły te akwarelki. Monice się podobają. Mi w sumie też. Ale godzina mówi sama za siebie. Byle do 23 czerwca. Sajonara.

    Sesja przyszła. Czas więc zmarnować trochę cennego czasu na pisanie codziennie notek. :P To nic, że moje kochane przyjaciółki nie zaglądają na mojego bloga. To nie ważne.
    Ja generelnie nie wchodzę na blogi nieznajomych. No chyba, że ktoś, kogo nie znam, mnie skomentuję. No wtedy chyba nie wypada, nie zobaczyć, kto zacz. :) To w sumie miłe, jak ktoś nieznajomy poświęci parę minut na napisanie JAKIEGOKOLWIEK komentarza (!)

    Wczoraj miałam dość intensywny dzień. Odczuły to szczególnie boleśnie moje stopy w jeszcze nie dość rozchodzonych pięknych pantoflach. Koleżanki i koledzy (w liczbie 6+2) próbowali mnie namówić na piwo po zajęciach. Nie wiem, na ile to było szczere. Nie mam pojęcia, czy oni na prawdę mnie lubią, czy tylko tak udają, żeby pod koniec spotkania, wydębić ode mnie jakieś notatki. Ciągle czuję się wykorzystywana. Wszędzie węszę fałsz i zakłamanie. Trochę to smutne, ale życie generalnie nie jest zbyt wesołe. W każdym razie musiałam odmówić ze względu na „inne obowiązki” związane oczywiście z SD. Podziwiam takie osoby, jak Magda, które poświęcają swój cenny czas i pieniądze, by pomóc innym ludzim w potrzebie. Chciałam być choć trochę podobna do niej i dlatego postanowiłam jej pomóc. Zorganizowałam eksperową dwudniową zbiórkę darów dla powodzian. Rafał nie był zachwycony, ale dzielnie mi wczoraj we wszystkim pomógł. Żałuję w takich chwilach, że nie jestem facetem, a on kobietą. Nie wypadałoby wtedy go prosić o coś więcej, niż jeźdzenie po całym kampusie. Chociaż i tego nie musiałby robić, bo przecież to ja bym „woziła jego”. Mogłabym sobie targać do upadłego te wszystkie pudła. Czy to szlachetne i dobre? Nie wiem. Znowu chce mi się płakać… Ach te hormony…
    No, ale zmieniając temat muszę się wreszcie zabrać za te moje nieszczęsne wizualizacje placu zabaw, bo niestety same sie nie chcą zrobić. Jak mi wyjdą pięknie, powieszę sobie oryginały nad łóżkiem, i będę się zachwycać moim nietuzinkowym talentem. Mam nadzieję, że nikt nie pomyśli sobie w tym momencie, że jestem osobą skłonną do wpadania w samozachwyt. Zwykle jest wręcz odwrotnie. Wiadomo, jakaś równowaga w przyrodzie musi być. Dlatego po okresie użalania się nad sobą przychodzi czas na… coś innego. :)

    Wysyła mi się plik do drukarni z pracą na jutro. Jest dopiero 2:15, więc wyrobiłam się zupełnie przyzwoicie. Woiak potrafi, kiedy musi. Co tam u mnie słychać? Aktualnie nic, bo zapomniałam włączyć jakiej kolwiek muzy. Tym razem była praca w ciszy. Odmiana? Nie bardzo. Już od bardzo dawna zapominam wreszcie włożyć sobie do torebki słuchawki, żeby jakoś przetrwać w miłej atmosferze drogę na uczelnię i z uczelni. Dziś jadąc pociągiem przypomniałam sobie, że istnieje coś takiego jak gry w komórce. No faktycznie istnieją, nawet działają. No to sobie grałam. O mało nie przepłaciłam tego przegapieniem stacji Wawa Ursus. Niebezpieczna zabawa.
    Aktualnie czekam na wakacje. Obiecuję, że wtedy się wreszcie ogarnę i sobie wszystko zaplanuję: czy to staż, czy to jakiś kurs (językowy bądź na grafika komputereowego), a może zrobię jakąś imprezę w Wawie, lub w Probo. Na razie nie mam kiedy o tym pomyśleć. Choć to słaba wymówka. :/ tak na prawdę mam sporo czasu na to na co mam ochotę. Taka to smutna studencka prawda…


    • RSS