mademioselle blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 7.2010

    Ulubione słówko An_ ;) doskonale opisuje moją aktywność z ostatnich dwóch dni. A to nie koniec, to dopiero początek! Mam namyśli moje niechlubne zajęcie rozdawania ulotek dla nowo przyjętych studentów. Oraz „spamowanie” na gronach mojej uczelni. Już zdążyli mnie zablokować na paru. Widać wolność słowa działa tylko w jedną stronę… :( Myśląc o tym ogarnia mnie mieszanina gniewu i bezradności. Jednak zdążyłam się już nieco uodpornić. Nie potrafię tego jednak zrozumieć.
    Ciekawe, czy osoby, które przez internet piszą bardzo przykre rzeczy pod moim adresem, miałyby w realu tyle odwagi? Czy zostałabym przez nich pobita, czy tylko opluta, wyśmiana i zwyzywana? Czy mogłabym z nimi w sposób kulturalny porozmawiać? Wątpię…
    Wracając do ulotek, jeżeli tylko zdążę (niektórzy poruszają się zdecydowanie zbyt szybko), daję je każdemu: dresom, metalom, a nawet jednej gotce. Gdy jednak weszło do budynku dziewczę emo w czystej postaci, zwątpiłam. To interesujące, że taka osoba pragnie poszerzać swoją wiedzę na takiej uczelni jak nasza. Myślę, że bardziej odnalazłaby się na ASP. Stąd idzie prosty wniosek, że pewnie się tam nie dostała. Wielce prawdopodobne, że już w niedalekiej przyszłości, będzie uczyła się nazw łacińskich większości polskich chwastów, podobnie jak ja za młodu. :P

    Wkurza mnie nieco fakt, że prawie wszystko co związane z tymi ulotkami, muszę robic sama. Niemniej w tym miejscu chciałam podziękować An_ za przewiezienie ich we właściwe miejsce. To na prawdę nie sprawia mi przyjemności. Nie robię tego dla siebie. Gdybym sobie teraz to olała, i na nasz obóz pojechałoby z mojej uczelni znowu śladowa ilość uczestników, a potem koło by wymarło, byłaby to pośrednio moja wina. Bo nie zrobiłam wszystkiego, żeby temu zapobiec. Może się za bardzo przejmuję, ale w moim wypadku, to dosyć normalne.

    Sucho w lesie.
    Sucho w mieście.
    Na blogu też sucho.
    Obiecałam sobie, że nie będę narzekać na brak komentarzy, ale gdy widzę u innych po około 7 wypowiedzi pod notką, zastanawiam się, co z moim blogiem jest nie tak. Wiem, że nie mam jakiegoś porywającego stylu pisania, nie jestem też jakoś wybitnie zabawna (kiedyś podobno byłam).
    Może czas skończyć?

    Kiedyś pisałam o profesjonalistach. Że chciałabym zasłużyć na takie miano. W tym momencie już nie jestem taka tego pewna. Niektórym dobre nie wystarczy. Musi być idealnie. Chyba nie muszę pisać, że takie osoby mnie wkurzają. To się rozumie samo przez się. Właśnie spaliłam sobie jajka na kolacje użerając się z pewną perfekcjonistką. Śmierdzi w całym mieszkaniu. Great.
    Dobija mnie też pewien pefekcjonista rodzaju męskiego, który swoimi dobrymi radami sprawia, że mam przynajmniej 2 razy więcej roboty. Nie wszyscy rozumieją, że czasami dodanie jednego słowa na ulotce, może całkowicie zaburzyć kompozycję i spowodować konieczność dziesięciu innych zmian. Uch…

    Pierwszy wakacyjny wyjazd do Okuninki był dość spontaniczny. Nocowaliśmy w namiotach, a co niektórzy w samochodzie ;) Jezioro Białe zaskoczyło mnie czystością wody. Była całkiem przejrzysta. Mniej fajna była ogólna kultura ludzi tam wypoczywającyh. To, że nie przystaję do statystycznego Polaka, wiedziałam w zasadzie od podstawówki, ale nie zmienia to faktu, że uszy puchły. Ilość osób nietrzeźwych na kilometr kwadratowy była nieco niepokojąca. Mimo wszystko leżenie plackiem nad jeziorem jest dla mnie średnio fascynujące, nawet po wypiciu piwa. Wieczorem jak wyszliśmy na imprezę czułam się zdecydowanie zbyt trzeźwa. Widziałam zbyt wyraźnie co się dzieje wokół mnie. Podobnie się czułam na swojej pierwszej dyskotece, na którą się jechało autobusem na całą noc. Nie można jednak powiedzieć, że mi się nie podobało w Okunince. Nie było źle, ale…
    Hitem był moim zdaniem lunapark i wielka huśtawka dla dorosłych pod nazwą „Extreme”. Wyglądało dość niewinnie (według moich standardów), ale tak na prawdę było ostro. W pewnym momencie rozumiałam Domiego, który w trakcie zrobił się zielony. Szkoda tylko, że nie wpadłam na to, żeby spojrzeć z góry na jezioro. No cóż, może następnym razem.

    Hmm. Z kursem grafiki komputerowej, niestety zrobili mnie w jajo i przesunęli o cały miesiąc. Szkoda, bo mogłabym zrobić w te wakacje II i III stopień. A tak co najwyżej mogę czytać samouczki. :) To chyba też dobre, ale nie to samo. Postanowiłam się ponadto nauczyć htmla. Na pewno gdzieś w otchłaniach internetu znajdę wskazówki dla osób „zielonych: w tej kwestii. Za ulotkę dla SD wezmę się jutro, dziś mi się nie chce. Wyżyłam się artystycznie na szablonie, to wystarczy. Zastawawiam się ile mogłabym zarobić na moich wszystkich projektach, które zrobiłam za free dla SD. Ciekawe, czy dałoby się z tego wyżyć… Z niektórych rzeczy jestem na prawdę dumna. Są całkiem profesjonalne. Zastanawiam się, co by powiedział mój psor z liceum plastycznego. Moje prace z tego okresu, były raczej kiepskie. Nie ma co, praktyka, czyni grafika.


    • RSS