mademioselle blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 10.2010

    Jeśli osoby deklarujące się jako wierzący i praktykujący katolicy, wypowiadają się, że in vitro jest JEDYNĄ szansą dla osób, które nie mogą mieć dzieci, to aż się we mnie coś gotuje. Nie jest żadną metodą JEDYNĄ, a na pewno nie najlepszą. Najpierw trzeba o siebie dbać, tzn. nie niszczyć swojego organizmu antykoncepcją (pigułkami, spiralami itp.), bo one znacząco obniżają płodność kobiety. Oprócz tego mogą bardzo destrukcyjnie wpływać na inne aspekty życia, jak chociażby libido, czy zakrzepicę żylną. Po drugie, jeśli ktoś jest niepłodny, wypadałoby, dowiedzieć się, dlaczego tak jest, przez szczegółową obserwację, a następnie odpowiednie leczenie. Wszystko to nazywa się naprotechnologią. http://pl.wikipedia.org/wiki/Naprotechnologia
    Po trzecie, żeby mieć dziecko, wcale nie trzeba sobie go sztucznie zrobić. Można adoptować. Jest przecież tyle dzieci, które czekają na swoich rodziców. Po czwarte in vitro jest niczym innym jak bawieniem się w Boga. „To dziecko będzie żyło, a te do śmietnika(!)”. No i jak ma się „wiara” tych ludzi, którzy są za in vitro, do zaufania wobec Boga, że ON wie najlepiej, jak się życie powinno ułożyć? „Panie Boże, nie dajesz nam dzieci, to spadaj, sami sobie zrobimy, na zamówienie.” To jest taka postawa. Ja w 100% popieram zdanie Hosera. Może to niektórym otworzy oczy.
    Jest tyle innych metod, które podobają się Bogu w dążeniu do potomstwa,
    że na serio nie trzeba się posiłkować tą która jest bardzo wątpliwa
    moralnie. Ginie bowiem bardzo duża liczba dzieci, które się lekarzowi z tej,
    lub z innej przyczyny nie spodobają. Czasem niepłodność może być
    krzyżem, który trzeba umieć unieść. Czasami o dziecko trzeba się długo
    modlić. Tylko pokolenie Frugo, chce mieć teraz. Dlaczego? bo Teraz
    chcę! Nowe życie jest darem, a nie czymś, co nam się należy!
    Jeżeli ktoś po tych argumentach twierdzi, że jest katolikiem, ale In vitro jest jedyne, najlepsze, to być może jest w jakimś kościele. Ale na pewno nie w Kościele katolickim i coś z jego wiarą jest mocno nie tak.

    A tak w ogóle, to CHWAŁA PANU za biskupa Hosera!

    powołanie

    4 komentarzy

    Wiem, że wiszę wam notkę z Barcelony i parę następnych, ale dziś o czymś
    innym. O czym w ciągu ostatnich paru dni myślę prawie cały czas. WALNE
    SD. Wszystko jasne? Niestety nie dla mnie. :(
    Po obozie zerowym miałam tak serdecznie dość wszystkiego, co dotyczy SD,
    że powiedziałam sobie: basta! Dosyć tego dobrego! Radźcie sobie beze
    mnie! Powodzenia. Ja mogę wam najwyżej projektować plakaty, ulotki i
    tego typu usługi całkowicie za darmo. To według mnie i tak całkiem
    sporo. Bo jak drukarnie marudzą, to się wkurzam i poświęcam na
    poprawianie moich projektów dość dużo czasu. Chciałabym jeszcze śpiewać
    w zespole, od czasu do czasu prowadzić szkolenia dla członków. I
    styknie. Mam męża, rodzinę do odwiedzania, mieszkanie do ogarniania i
    pracę magisterską do napisania. Mało? Kurde- nie! Mąż mi (słusznie)
    marudzi, kiedy nie poświęcam mu czasu wieczorami, chodząc na różne
    zebrania, odpisując na maile itp, itd. Ja już też mam tego wszystkiego
    dosyć. Niepostrzeżenie w ciągu lat mojego studiowania SD stało się
    sensem mojego życia, sprawą, której poświęcam najwięcej energii i czasu.
    Dla idei. Dla ewangelizacji. Dla Boga… Ale SD było najważniejsze. Bóg
    musiał poczekać. Jak cała reszta.
    Pan na szczęście ciągle mnie wspierał. Tuż przed obozem dał mi FSM. Nie
    wiem, jakbym dała sobie radę bez tego. Teraz przed walnym Dał mi Kurs
    Filip. Czuję i wiem, że Bóg powołuje mnie do ważnych rzeczy. Najwięcej
    darów otrzymuję od Niego w dni, w których patronkami są moje
    imienniczki. Kiedy to sobie uświadomiłam na modlitwie podczas kursu,
    zaczęłam płakać jak bóbr. ;p Przecież ja nie miałam o tym pojęcia. To
    nie były zbiegi okoliczności. Z pewnością, nie.
    W sobotę na modlitwie wstawienniczej dostałam takie słowa:
    „Odwagi, jestem z tobą by Cię wspierać”
    oraz
    Jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam?”

    Tylko Panie, w czym chcesz mnie wspierać? W byciu dobrą żoną? Panią
    domu? Studentką? Córką? czy znowu w byciu członkiem ZG??? Dajesz tylko
    takie niejasne wskazówki… I nikt do tej pory nie chce kandydować.
    czyli jest deep shit. Mam zaufać, że ktoś inny w ostatniej chwili się
    zgłosi? Czy mam się przygotować na kolejny rok jeszcze gorszej harówki?
    Nie wiem, jak moje nerwy to zniosą…

    Dziś właśnie w tym momencie powinnam siedzieć w sali i być na
    seminarium. Ale zapomniałam, że ja od 9 mam seminarium, bo wczoraj
    czytałam maile, że 3 grupa przychodzi na 11 bo nie wiadomo co z naszym
    fakultetem. I mi się ubzdurało, że mam taki sam plan jak grupa 3, choć
    jestem w 4. Zapomniałam o tej kwestii już drugi raz z rzędu. Zdolna
    jestem co? :P
    W każdym razie rano się obudziłam, żeby przeczytać z pocztę, jak się
    sytuacja ma i radośnie stwierdziłam: O jak fajnie, to skoro już wstałam,
    pójdę sobie do kościoła na mszę.
    Poszłam, a tam czytanie, ewangelia i kazanie na temat powołania. == jak
    ktoś chce tak uważać, niech myśli, że to zbieg okoliczności. Ja w takie
    nonsensy już nie wierzę. ;] W każdym razie biję się teraz z myślami do
    czego mnie Bóg tak usilnie powołuję.
    I nie mam pojęcia.
    Proszę o modlitwę.


    • RSS