Od wakacji wiele się zmieniło. Np to, że nie mam za bardzo czasu, żeby napisać notkę, ani żeby wrzucić zdjęcia z Barcelony gdziekolwiek. Teraz, to już nawet głupio byłoby się za to zabierać. Chyba…

Odwołując się jeszcze na chwilę do przeszłości, śmiem twierdzić, że FSM
zmienił moje życie bardzo namacalnie, a przynajmniej odczuwalnie.
Pamiętając z oazy słowa pewnego animatora, który zapewniał nas, że „Bóg
to nie dezodorant. Nie trzeba go czuć, żeby wiedzieć, że działa”,
myślałam, że tak musi być. W zasadzie nawet nie powinnam się starać
coś czuć podczas modlitwy, bo generalnie to nie o to w tym wszystkim
chodzi. I niby wiedziałam o co w tym wszystkim chodzi, ale bez żadnego entuzjazmu. A jednak wtedy w lipcu się zdziwiłam i zafascynowałam. Fajnie jest głęboko wierzyć w coś, czego się nigdy
nie widziało, ani nie czuło. Ale czasem, się czuje i wtedy wszystkie
wątpliwości pierzchają. Ale najlepsze w tym wszystkim jest to, że to
trwa i przynosi konkretne owoce. Od około 4 miesięcy, gdy tylko modlę
się do Ducha Świętego, czuję dreszcze. Nie tak silne jak na FSMie, ale
delikatne i ogarniające całe moje ciało. Nikt oczywiście nie widzi, że
coś przeżywam, ale ja to CZUJĘ i to jest piękne. Dziękuję. :)

Jedną z fajniejszych rzeczy, jaka uległa zmianie od wakacji, to moje podejście do SD. Zrozumiałam, że nie jestem osobą niezastąpioną oraz że należy dać szansę młodym, żeby się wykazali. Ja teraz mam inne rzeczy na głowie. Wychodząc z tego założenia, nie kandydowałam na żadną funkcję w ZG. Koniec końców zostałam przedstawicielem swojego koła w komisji rewizyjnej, a wiadomo, że to praktycznie żadna funkcja. Mam immunitet i nie mogą wybrać mnie na nikogo w zarządzie koła. Sprytnie to sobie wymyśliłam. :P Tak więc formalnie od 23 października, a praktycznie od 29 tego samego miesiąca nie jestem w ZG i jest mi z tym super. Teraz tylko próbuję się wykręcić z organizacji szkoleń. Mam nawet powód nie do obalenia, ale o tym później. Problemem jednak okazuje się być moja rosnąca popularność jako grafika. Ale kiedyś w końcu trzeba się stać asertywnym i skupić się na dobrym POWODZIE.

Powodem tym jest, jak już w sumie cała moja publiczność blogowa wie, mój błogosławiony stan. Jestem obecnie w 6 tygoniu i nudności zdążyły już mi się dać we znaki. Problematyczną kwestią jest również znalezienie sobie dobrego lekarza. Mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze. Na tyle, że uda mi nie tylko urodzić zdrowe dziecko, ale też w terminie obronić magisterkę. Dziś nawet trochę zrobiłam w tym kierunku, żeby ona jednak mimo wszystko powstała. Modlitwa w tej intencji, jest jednak, jak najbardziej wskazana.