Zaczął się kolejny rok : 2011. Podsumowując 2010 muszę stwierdzić, że był całkiem niezły. Tuż przed jego zakończeniem przejechaliśmy z Rafałem około 1,5 tys. kilometrów jeźdząc od jednych rodziców do drugich, a następnie do Jeleniej Góry na narty biegowe. Wczoraj dopiero po tych nartach przestały mnie boleć nogi. Okazało się, że mój brat także jest zainteresowany tym sportem. Może kiedyś uda nam się razem pojechać na biegówki…Z przykrością jednak stwierdzam, że dużo fajniejsze są zjazdówki. Ciekawe kiedy uda mi się w nich pojeździć.
Sylwestra miałam spędzić w jakiejś miejscowości pod Kłodzkiem ze znajomymi Rafała na balu, ale ze zwględu na bezpieczeństwo dziecka, zrezygnowaliśmy z tego pomysłu. Myślę, że dobrze tak wyszło, bo nie wiem, czy dotrwałabym do 24. Ostatnio standardem dla mnie jest kładzenie się spać o 20-21 i wstawanie o 6-7. Rafał się przystosował i teraz też śpi mega dużo. Na zapas ;P Czyli w sylwestra, po dosyć kiepskim filmie „Dżungla” zasnęliśmy.
Wczoraj byłam na drugim USG. Jakimś fartem udało mi się w niedzielę zapisać na następny dzień do lekarki, której wcześniej na oczy nie widziałam. Okazało się (choć to w zasadzie głównie zdanie lekarki), że niepotrzebnie ciągnę męża na to badanie. To prawda, że Rafała tak bardzo nie fascynuje to, co się dzieje w moim brzuchu, ale to w końcu też jego dziecko. Następnym razem, jak nie będzie chciał iść, ja go nie zmuszę. Dzidziuś był podczas USG bardzo rozbrykany. Lekarka nie mogła zrobić mu dobrego zdjęcia, bo cały czas się kręcił jak najęty :) Fajny ten nasz dzidziuś :P Ale nadal nie wiadomo czy to ON czy ONA. W każdym razie ma teraz 5,6 mm i wszystko ok. Poza tym zostałam ochrzaniona, że po świętach przytyło mi się kilogram. Szkoda, że nie powiedziałam, że ja w zasadzie wracam do wagi sprzed ciąży. No i przecież Święta były! A na dodatek boli mnie szczęka. :/ i to wcale nie od jedzenia. :/ Mimo tego, co napisałam powyżej, na wizyce bardzo mi się spodobała ta lekarka. Dopiero, jak mi Rafał uświadomił, że mi wypomniała ten kilogram więcej, porzuciłam pomysł zmiany lekarza prowadzącego. W dodatku powiedziała, żebym nie chodziła za często do ginekologa, bo to dodatkowy stres. No coments
Na koniec jeszcze historyjka ku przestrodze. Wczoraj myślałam, że zgubiłam telefon przy szatni. Szukając go w metrze, stwierdziłam, że nie mogę tego tak zostawić, może mi gdzieś wypadł w śnieg, czy coś. Wróciłam na SGGW z Metra Politechnika, ale w szatni nic nikt nie wiedział. Po drodze na uczelnię, miałam schizy i chciałam pytać ludzi, czy przypadkiem tę czarno-czerwoną Nokię, którą mają w ręce, nie znaleźli w poblizu SGGW. Dobrze, że jednak nie zrobiłam z siebie idiotki. Dopiero, gdy rozważałam prawdopodobieństwo, że ktoś zadzwoni do Rafała, by z nim umówić się na oddanie telefonu w ręce właścicielki, postanowiłam się obmacać (w sensie pomacać kurtkę, żeby wykluczyć obecność telefonu w jakiejś wewnętrznej kieszeni). Komórka spokojnie zajmowała sobie kieszeń w mojej bluzie. A to wszystko dlatego, że niepotrzebnie wyjęłam ją z plecaka, a następnie schowałam tam, gdzie by mi jej schować, tak szybko do głowy nie przyszło. Poza tym, gdybym nie chciała zadzwonić do Rafała, pewnie w ogóle bym tej komórki nie „zgubiła”. Niepotrzebnie zmarnowałam około godziny. I to dopiero był stres. Szkoda, że nikt mi nie płaci za niepotrzebne czynności i zmarnowany czas. Zbiłabym majątek ;)