mademioselle blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 2.2011

    Wrócilam z ferii, było super. Szczególnie śniadania, górskie wycieczki na świeżym powietrzu i aquaaerobik. To już chyba był jednak ostatni pobyt w moim Domu Wypoczynkowym z dzieciństwa, bo Rafał w sumie słusznie, twierdzi, że jest tam za ciasno i zbyt drogo. A jedzenie za dobre, bo się za dużo je. ;] Śnieg był tylko w wyższych partiach na przemian z lodem. Pogoda nam się podobała: słonecznie, cieplutko. Nie nastawiałam się na narty zjazdowe, więc nie narzekałam na brak śniegu. Oczywiście byli tacy, którzy i po lodzie i po wodzie jeździli, ale to chyba była średnia przyjemność. Chyba we wtorek spotkalismy się z bratem, bratową i bratankami na Równicy. Mali szaleli, poszliśmy do Zbójnickiej Chaty, tam trochę posiedzieliśmy. Oni pojechali na wyciąg, a my jeszcze na szlak. Byliśmy w Jaszowcu w końcu tylko 5 dni, czyli w czwartek 10.02 pojechaliśmy do Twardogóry. Droga byla kiepska. Trzeba było jechać autostradą a nie jakimiś opłotkami, ale trudno, na przyszłość będziemy mądrzejsi. W sobotę mama Rafała obchodziła imieniny, więc znowu było dużo dobrego jedzenia. Ja jednak nie czułam się tego wieczoru zbyt rewelacyjnie.
    W każdym razie jak tylko przyjechałam z powrotem do domu znowu zaczęły się wymioty i nudności. A już myślałam, że będę miała spokój. Powtórzę jednak za Promykiem i Agatą: „Jest TO warte każdej ceny”
    Z okazji walenia tynków dostałam chomika, a konkretniej chomiczkę. Wabi się Mika i jest bardzo podobna do Chomisi: ruda z brązowoczarnym kołnierzem. Bardzo słodna i w ogóle nie gryzie. Ale w nocy dała nogę ze swojego akwarium. Skapnęłam się około 23, kiedy usłyszałam wyraźne „pac”. Gdy przyszłam chomika już nie było. W sumie to się tego spodziewałam, ale że pierwszej nocy, to niekoniecznie. Szukanie go pod wersalką i szafkami nie dawało żadnego rezultatu, oprócz coraz większego bólu brzucha i narastającego bólu głowy. W końcu daliśmy sobie spokój i poszliśmy spać. Słyszałam w nocy szuranie, ale jak przychodziłam nic nie było słychać, ani widać. Wykombinowaliśmy z Rafałem, że położymy na środku pokoju chrupkę, jej jedzenie i wodę z nadzieją, że jak zgłodnieje będzie musiała się pokazać. Zaraz po tym, jak Rafał poszedł do pracy usłyszałam szuranie w okolicach regału z książkami. Myślałam, że się wspinała po półkach, więc zaczęłam szukać między książkami. Szuranie było jednak dość wysoko, a jej nie widziałam. Była oczywiście za regałem i się wspinała do góry – kaskaderka. Odsuwając regał, chyba spadła na dół, bo leżała jak nieżywa z łapkami do góry. Tak mi jej się żal zrobiło, myślałam, że ją zabiłam :(((  Od razu zaczęłam reanimację, podając wodę, potem chrupka. Ona nic, tylko ledwo dychała. Włożyłam ją do akwarium, nie może stać tylko się chwieje i trzęsie. Potrzęsła się tam trochę, to ją wziąłam na ręce i głaskałam i dałam serka do zjedzenia. Po jakimś czasie zaczęła wcinać :) Później czuła się już na tyle dobrze, że chciała mi zwiać z kanapy, ale byłam czujna i jej nie pozwoliłam. Teraz śpi sobie grzecznie, a akwarium jest profilaktycznie przykryte książkami, tak, że ma dopływ świeżego powietrza. Mam nadzieję, że już nie ucieknie. Jest piękna!

    W tym semstrze się wyjątkowo leniłam. Nie angażowałam się prawie w ogóle w SD, a na studia wykonywałam niezbędne minimum. Spałam na potęgę, często około 12 godzin na dobę. Inna sprawa, że od prawie trzech miesięcy tak mnie mdli wieczorami, że położenie się wcześniej spać, to jedyny sposób, by uniknąć spotkania trzeciego stopnia z toaletą. To już prawie siedemnasty tydzień, a ja nadal mam nudności i nic mi się nie chce (prócz spania). Efekt tego ogólnego lenistwa, które ładnie można nazwać „dbaniem o siebie”  to prawie same 5 w indeksie. Te studia mnie zadziwiają. Im mniej się staram, tym mam lepsze stopnie. Nie wiem gdzie jest sprawiedliwość w tej kwesti. Może poleciała do ciepłych krajów.

    Od początku ciąży w ogóle nie przytyłam. Tzn. najpierw schudłam 3 kilo, a potem odrobiłam straty i jestem na zero. Nie wiem, jak będzie dalej. Chciałam dziś sobie kupić spodnie ciążowe na gumę, ale pawilon, w którym kiedyś były ciążowe ciuchy przerobili na spożywczy, a w innym sklepie najtańsze były za 149zł. Jak nie będę miała innego wyjścia, to chyba będę musiała je kupić. :/ Od miesiąca, bowiem chodzę w jednych, które są największe. A i one powoli stają się za ciasne.
    Fajne natomiast jest to, że czuję już ruchy malucha w brzuchu.

    W piątek mam jedyny egzamin z planowania przestrzennego. Dziś nawet byłam w bibliotece z tej okazji. Przejrzałam jedną pozycję pana Szu, zrobiłał jej foty i już mi się nie chciało. Liczę na to, że jutro będę miała więcej zapału do nauki, mimo że o 11 idę do gina. Jeśli zdam ten egzamin będę miała dwa tygodnie ferii, a już w sobotę wyjeźdzamy do Jaszowca :D Tego właśnie potrzebuję: więcej odpoczynku :P, jedzenia, które się samo robi, pokoju który się sam sprząta, basenu, jakuzzi i gór. A kolejny tydzień może uda mi się poświęcić na pisanie pracy mgr.


    • RSS