mademioselle blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 6.2011

    Trwam nadal w niepewności. I to mnie męczy. Nie wiem ani kiedy oddaję pracę, kiedy się bronię, ani kiedy mam rodzić. Myślałam, że nie jestem jedną z tych współczesnych kobiet, co chcą mieć wszystko zaplanowane i pod kontrolą. Chyba jednak chciałabym wiedzieć cokolwiek. Mimo tego, co pisałam w poprzedniej notce, po rozmowie tydzień temu z moją promotorką znowu zachciało mi się bronić w lipcu. Przekonał mnie argumet, że pani R. pracuje w piątek (po Bożym Ciele) i mogłaby mi pracę sprawdzić do poniedziałku. Łudziłam się, że faktycznie tak będzie. W końcu dowiedziałam się wczoraj, że około godziny 16 promotorka zasiadła łaskawie i zaczęła ją sprawdzać. Napisała mi, że ma do niej dużo uwag, więc chyba zaraz po opublikowaniu tej notki zabiorę się do pisania podania o przedłużenie tereminu złożenia pracy do końca września. Mam się z panią R. spotkać o 12. Jeśli będę musiała na nią czekać, albo okaże się, że jednak coś jej wypadło i nie przyjedzie, chyba ze złości zjem własną stopę (ostatnio zrobiły się takie pulchniutkie, że palce lizać). Plusy mojej sytuacji są chociaż takie, że wszystko inne (egzaminy i wszystkie przedmioty) mam zaliczone i do trzech kolejnych literek przed nazwiskiem dzieli mnie w sumie niewiele. Choć nikt, prócz Ojca Niebieskiego nie wie, ile. Może się dowiem o 12, a może nie. By pocieszyć samą siebie napiszę jeszcze, że mam już kompletną obiegówkę (również dzięki życzliwości koleżanek z roku). A nade wszystko mam cudownego męża, który tak bardzo mnie wspiera i pomaga. Bez niego chyba dawno już bym się załamała.

    Do planowanego terminu porodu został dokładnie miesiąc. Już nie mogę się doczekać, a z drugiej strony trochę niepokoi mnie wizja paru miesięcy bez snu i totalnego zmęczenia. Mam nadzieję, że wszystkie młode małżeństwa nieco histeryzują i tak na prawdę nie jest aż tak tragicznie.
    Nieco zabawne jest to, że gdy ktoś pyta co u mnie, ja zamiast o dziecku mówię o końcu studiów i pracy magisterskiej. Nie dlatego, że o dziecku w ogóle nie myślę. Myślę, ale przede wszystkim czuję presję. A w zasadzie czułam, ponieważ nieco zmieniłam swoje podejście. Po obejrzeniu nagrania konferencji Soli Deo z małżeństwem Kurzajewskich, w którym pani K. opowiadała jak broniła się tydzień przed terminem porodu, stwierdziłam, że skoro ona mogła, to ja też. I udowodnię całemu światu (w tym moim znajomym ze studiów), że ten dzidziuś był planowany. NPR nie nawalił. To ja myślałam, że obrony są w czerwcu :P No ale są w połowie lipca i dlatego niestety mój plan się nieco sypnął. W każdym razie od niedzieli (kiedy przeszłam doła pod tytułem: „już nie chcę udawadniać całemu światu, że jestem superwoman”) podchodzę do tego wszystkiego na większym luzie. Tym bardziej, że moja promotorka zachowuje się zwykle jakby miała mnie gdzieś i nie poprawiła jeszcze nic w mojej pracy. Inna sprawa, że dałam jej na razie niekompletny przegląd literatury. Badania mam zrobione, częściowo opisane. Gdyby nie zaliczenia i egzaminy praca już by leżakowała w dziekanacie. No ale… aktualnie plan prezentuje się następująco: oddaję pracę przed porodem, a bronię się we wrześniu. Mniejmy nadzieję, że ponad 2 miesiące po porodzie będę na tyle ogarnięta, żeby ten plan wykonać. Jak nie to będę kombinować dalej. Kiedyś się w końcu obronię. :P


    • RSS