mademioselle blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 11.2011

    To był bardzo dobry dzień. Umyłam podłogę, zrobiłam pranie,
    byłam na dwóch spacerach z Pawłem, wyjęłam rzeczy ze zmywarki i dopiero teraz
    odpaliłam komputer. Czuję, że od dziś już będzie dobrze. Na reszcie pojęłam
    gdzie popełniałam błąd.
    Ostatni miesiąc był niezbyt dla mnie satysfakcjonujący. Nie mogłam spamiętać,
    kiedy karmiłam syna, ile trwała jego ostatnia drzemka, a to błąd. To błąd. Nie
    chciało mi się i się doigrałam. W konsekwencji Pawełek zaczął mieć problemy z
    zasypianiem. Najpierw w ciągu dnia, a potem wieczorem. Normą stało się
    usypianie go w wózku jeżdżąc pół godziny po mieszkaniu. Coś generalnie
    przestało w tym wszystkim grać, choć ja nie bardzo wiedziałam co. Inni
    oczywiście też mieli swoje poglądy na te trudności. Ciocia Z. oczywiście stwierdziła,
    że to na pewno są kolki (!) Ale zostawmy biedną ciocię. Po jakiś dwóch
    miesiącach posłucham (wreszcie) rady Oli z Femi, żeby poczytać sobie książkę
    „Uśnij wreszcie”. Zastanawiałam się, co za cudowny sposób na
    usypianie malucha mi jeszcze nie wpadł do głowy. Może jakaś specjalna technika
    masażu, albo coś w tym rodzaju. Ku mojemu ogromnemu zdziwieniu przeczytałam to
    co w innych poradnikach: trzymać się planu karmień, ustalić rytuały i
    konsekwentnie pozwalać dziecku SAMEMU zasnąć w łóżeczku i nie kombinować. Co
    najdziwniejsze to naprawdę dziś podziałało. Nie zmarnowałam godziny szumiąc mu
    nad uchem i zasłaniając oczy. Nie musiałam nawet przy nim siedzieć. Właściwie
    odczytałam jego sygnały świadczące o tym, że chce mu się spać i to w zasadzie
    wszystko. Czasami najtrudniej wpaść na najprostsze rozwiązania. No i diabeł
    tkwi w szczegółach (ad. Rytuały).

    Każda przyszła matka powinna przeczytać choć jeden poradnik
    dotyczący niemowląt, bo zdawanie się na własną intuicję moim zdaniem w tym
    przypadku jest psu na budę. Po co się męczyć, kiedy można czerpać z wiedzy
    innych i uczyć się na ich błędach, a nie na swoich? Co wyczytałam ważnego:
    problemy z zasypianiem są wynikiem w 98% złych nawyków. I najlepiej zmieniać je
    gdy dzieci są bardzo małe, ale nawet z kilkulatkami się to (podobno) udaje.

    Zaczęło się niewinnie, od wpatrywania się w cudze płaszcze
    od tyłu; analizowania wzorków i szlaczków. Im bardziej skomplikowany, tym
    lepiej. W końcu jednak i to przestało być interesujące. Zrodziły się pytania:
    Po co to wszystko? Ten tłum, te gesty, te słowa? O co tu chodzi? Jako
    kilkuletnie dziecko nie wiedziałam zbyt wiele o świecie, a jeszcze mniej o
    życiu wiecznym, Jezusie i jego miłości. Pewnego dnia, którego już w zasadzie
    nie pamiętam, podjęłam jednak decyzję, która wpłynęła na całe moje życie: „chcę
    być dobrym człowiekiem”.

    Prawdopodobnie od tej decyzji minęło już kilkanaście lat i
    bardzo wiele się zmieniło. Mam już ustabilizowaną sytuację cywilno-prawną itp. :P
    ale decyzja pozostała. Już wiem, że dzięki temu, co pomyślała sobie kiedyś
    kilkuletnia dziewczynka podczas jednej ze mszy w kościele Matki Bożej
    Fatimskiej w Płocku, moje życie jest właśnie takie: obfite w łaski. Poza
    momentami, gdy dopadają mnie demony smutku z różnych mniej lub bardziej
    wydumanych przyczyn, jestem bardzo szczęśliwym człowiekiem. I wiem, że to Bóg
    to sprawia. Jego błogosławieństwo czuję niemal fi zaczynie – jak ożywczy deszcz
    (bądź dreszcz).

    Mimo to dwa dni temu znowu był dołek, ale gdy zwróciłam się
    do Pana o pomoc, otrzymałam wytłumaczenie, dlaczego tak często jest mi źle.

    „Moc w słabości się doskonali. Gdybyś była silniejsza
    psychicznie nie czułabyś, że jestem Ci potrzebny”
    .

    Oraz „Nie potrzebują lekarza zdrowi, ale Ci co się źle mają”

    Czegoś takiego się nie spodziewałam. Coś, co mnie dołowało
    nagle ujrzałam w innym świetle. Okazało się łaską. Chciałoby się krzyknąć „Cuda,
    cuda niepojęte!”

     

    Od dwóch tygodni zaczęliśmy we wspólnocie „Seminarium Odnowy
    Wiary w Duchu Świętym”. To coś, czego bardzo mi było trzeba. Żmudna i długa
    droga pogłębienia wiary, która ma na celu przygotowanie do wielkiego dzieła
    ewangelizacji. To moje wielkie pragnienie: by ludzie wokoło mnie mogli
    zasmakować w tych wszystkich darach, jakich Bóg każdemu chce udzielić, jeśli
    tylko człowiek otworzy swoje serce. To taka piękna, a jednocześnie trudna
    droga. Nie każdemu się chce na nią wejść, ale „Niespokojne jest serce
    człowieka, dopóki nie spocznie w Panu”. Bardzo szczerze w to wierzę. Chwała
    Panu!

     

    Zmieniając temat na bardziej przyziemny: ograniczyłam
    ostatnio siedzenie w Internecie. Zaczęło się od pokuty w intencji mszy o
    uzdrowienie, a potem w celu ogarnięcia mieszkania. Nadal twierdze, że opieka
    nad małym dzieckiem plus zajmowanie się domem jest przynajmniej porównywalnie
    męczące jak praca na cały etat np. w biurze. Poplamiona ulanym mlekiem podłoga,
    sterta prania czekająca na „lepsze dni” oraz masa pieluszek z rzadką kupką,
    którą niestety nadal trzeba zmywać szczotką bardzo mnie frustruje. Do tego
    jeszcze bolące plecy. Nie ma łatwo. Ale z pieluch wielorazowych na bank nie
    zrezygnuję. Zawzięłam się i kropka. I nadal twierdzę, że to się bardziej
    opłaca, mimo minimalnie większego wysiłku z mojej strony.

    Zaczęłam ponadto chodzić na spotkania klubu mam Ursusa.
    Zaskoczył mnie fakt, że prowadzi je matka obecnie 5 dzieci należąca do naszej
    wspólnoty. Wszystkie inne mamy są również głęboko wierzące. Po prostu WOW.
    Kolejny raz dostaję to, czego chcę i potrzebuję, a w tym momencie potrzebuję
    wsparcia ze strony kobiet o podobnych problemach i trybie życia. Muszę się
    jeszcze tyle dowiedzieć. I jeszcze tyle dobrego mogę z nimi zrobić. Jest fajnie :D


    • RSS