Było ciężko. Parę nocy z 5 pobódkami w ciągu nocy nie wiadomo po co i dlaczego. Prawdopodobnie Pawełek był głodny (mimo wszystko) albo/i bolał go brzuch i miał gazy. Te 3-4 noce wystarczyły by podkopać już i tak nadwyrężoną wiarę w siebie, własne siły i sens mej egzystencji. Z pomocą przyszła mi mama oraz wynalazek poz nazwą Kaszka ryżowa dla niemowląt z malinami. Przedwczoraj podziałało wyśmienicie, mimo początkowych obiekcji co do formy podwania jedzenia („co za cholerstwo próbujecie mi wcisnąć do buzi?”). Nie mam weny więc kończe mój wywód stwierdzeniem, że w mym dziecięciu coraz bardziej uwidaczniają się jego cechy charakteru. Fajny jest, ale jego ryk mnie osłabia. Szczególnie w nocy. Dobranoc