Nie wiem czemu, ale ostatnio bierze mnie na podsumowania.
Pawełek niedawno skończył pół roku, więc to pewnie dlatego. Jest już bardzo
sprawny: umie sobie włożyć nogę do buzi oraz przy pomocy kciuka wywiercić
zagłębienie w ręce osoby, która aktualnie go karmi. Po przebudzeniu
zazwyczaj  jest w kiepskim nastroju. Dość
często płacze w niebogłosy, jakby miał jakiś okropny sen. Zdarzają się jednak
obudzenia bardzo pozytywne, po których jest radosny jak skowronek. Jeśli chodzi
o zasypianie… cóż to nadal jest nasza pięta achillesowa. Karmienie przed
spaniem  jest już teraz normą. Pogodziłam
się (przynajmniej na razie) z tym stanem rzeczy. W jednym z poradników
wyczytałam mądrą radę, żeby wyrzucić każdą książkę lub czasopismo, które powoduje,
że czuję się niekompetentną matką i wywołuje u mnie poczucie winy. Chyba wypada
się zgodzić ze stwierdzeniem, że jeśli dziecko przeżyło kolejny dzień, to
znaczy, że się wywiązało ze swojej roli. Otóż metody zalecane prze T.Hogg w
moim przypadku się nie sprawdziły, u mnie wywołując nerwicę oraz  poczucie winy, że synek płacze przez ponad
godzinę i jest nieszczęśliwy. Magda S. nie korzystając podpowiedzi  poradników, stwierdziła, że „lepsze języki
niż poradniki” i  jeśli tyle dzieci
wcześniej (można je chyba liczyć w miliardach) z całą pewnością były karmione
przed spaniem, to nie ma co się tym przejmować. A że każdy orze jak może, to
powszechnie wiadomo. Nawet i usypianie w wózku nie jest zbrodnią o ile koła
wózka są czyste. W zimie jednak z tym ostatnim różnie bywa.

Wywiad przeprowadzony w kręgu mam z klubu potwierdzają
powyższe wnioski do których doszłam.

Ostatnio (miesiąc temu) doszedł jeszcze jeden dość
nieoczekiwany problem, a mianowicie częste (co 2 godziny) budzenia w nocy.
Prawdopodobnie to wina gazów. Nie wiem za bardzo dlaczego w tak późnym wieku
właśnie ta kwestia nie pozwala się wyspać się całej rodzinie. Magda S. myśli,
że to wynik wprowadzenia kaszki z mleka modyfikowanego. Nie jestem do końca
pewna czy to jedyny czynnik, ponieważ zanim zaczęliśmy go tym karmić, spał
znacznie gorzej. Zaczęło się to po nowym roku. I dziwne było to, że jak potem
przyjechaliśmy na Święto Trzech Króli, u rodziców, sytuacja się poprawiła – 2
nocne budzenia, a gdy tylko wróciliśmy do Warszawy, znowu to samo. Zaczynam
podejrzewać, że gdy w pobliżu jest moja mama, Pawełek śpi znacznie lepiej. Bo
po jej pobycie, gdzie wydawało mi się, że sytuacja się unormowała, nastąpił
kolejny regres. Bardziej racjonalne wyjaśnienie tej sytuacji jest następujące:
synek budzi się często w nocy, kiedy ja jestem zestresowana i niewyspana,
powodując tym samym u mnie większy stres i niewyspanie. Jedynym ratunkiem jest
więc pomoc z zewnątrz oraz Espumisan.

W związku z moimi problemami jęczałam i kwękałam moim
znajomym i przyjaciółkom. Ci dawali mi między innymi rady, bym spała z
Pawełkiem, w ten sposób zapewniając mu poczucie bliskości a sobie potencjalną
możliwość większej ilości snu. Ja jednak, ani Rafał nie chcemy do tego
dopuścić. Nasze łóżku i tak jest ciasno, a poza tym nie wiem, jak miałoby
wyglądać wyprowadzanie dziecka do własnego łóżeczka. O tę odrębność będziemy
walczyć!