Otóż Pawełek śpi, a ja zamiast sprzątać siedzę sobie w internecie. A co! Czasami trzeba znaleźć czas na jakąś przyjemność. Ale wracając jescze do powarcającego jak bumerang tematu spania. Tak wiem, że go lubicie :D Okazało się ku memu zdziwieniu, że Tracy H., którą już skreśliłam jako osobę niekompetentną w zakresie pouczania matek jak powinno się kłaść dzieci spać, miała rację. Jej lub mój błąd polegał na tym, że zbyt dosłownie brałam sobie do serca jej „przykładowe” opisy. I tak gdy pisała, że ona 5 minut wycisza przytulone do siebie dziecko w bujanym fotelu, ja robiłam to samo. 5 minut. Efekt był taki, że później jeszcze godzinę próbowałam skłonić do snu mojego Skowroneczka. A on sobie ćwierkał długo i rozdzierająco ten wcześniej podany czas. A ja sobie myslałam, no tak pisze Tracy, tak tzreba. Potem jak dobrze wiecie, stwierdziłam, że pisze durnoty i zaczęłam me dziecko usypiać przy piersi. Później miałam fazę na utulanie go w chuście. Po mniej więcej dwóch tygodniach Pawełek się chyba na noszenie w chuście uodpornił, bo mogłam go nosić, robiąc wiele różnych rzeczy, a on się zaczął wyginać i interesować wszystkim do okoła, bynajmniej nie robiąc się śpiący. Parę dni temu okazało się, że metoda wcześniej wspomnianej Tracy działa, ale jedynie, gdy czas wyciszania trwa odpowiednio długo, co zwykle u Pawełka trwa około 20 minut. Efekt jest taki, że mniej mnie boli kręgosłup od noszenia mojego prawie ośmiokilogramowego Skarba.
Uwielbiam poza tym Klub Mam. To jest cudowne miejsce wsparcia. Dzięki niemu nie czuję się jak jedyna mama na tej planecie. Pomyślicie pewnie, że ciężko się tak czuć na osiedlu, gdzie co druga osoba pcha przed sobą wózek. Tyle, że tak jakby każda z tych mam mieszkała na własnej planecie.
Strasznie się poza tym cieszę, że idzie wiosna. Będzie można wreszcie jeździć na rowerze, grać w tenisa, chodzić po górach i robić wiele innych rzeczy. Częściowo z Pawełkiem.