mademioselle blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 8.2017

    Po przejrzeniu starych notek, z przerażeniem odkryłam, że jest ich tak dużo. Nie mam już siły na recenzowanie wszystkich, czy się nadają do czytania przez znajomych czy się nie nadają, w związku z tym strach mnie obleciał i już się nie chcę otwierać. Chyba po prostu otworzę drugiego bloga, takiego bardziej publicznego. Tak będzie lepiej.
    No ale jest parę osób, którym chcę upublicznić mojego bloga. Może im to w czymś pomoże?? Sama nie wiem, oby…

    W kwestii formalnych, warto byłoby napisać na początku są się działo od ostatnich notek. Zaczęłam pracować pod koniec listopada w bardzo fajnej małej firmie. To dzięki Domowemu Kościołowi, gdzie poznałam prezesa firmy, gdzie mnie zatrudniono. Jest to wymodlona praca, bo kto to widział być zatrudnionym po wydrukowaniu pierwszego CV? Taki oto cud dzięki Josemarii Escrivie. Praca mi się podoba, bo w zaskakujący sposób łączy zmysł artystyczny, z ochroną przyrody. Uczy organizacji. Nie jest nudna, bo sporo różnorodnych rzeczy jest do wykonania. Najfajniejsi są jednak ludzie, którzy są normalni. Nie zawsze miałam szczęście spotykać normalnych, fajnych ludzi na poziomie. Może zmieniła mi się optyka patrzenia, ale wczesne lata szkolne nie były dla mnie czasem satysfakcjonujących znajomości. Pewnie właśnie z tego powodu uciekłam do Warszawy…
    W każdym razie i Warszawie z pewnością jest masa świrów. Jakie to szczęście, że już na nich nie trafiam. W każdym razie słuchając różnorodnych opowieści o beznadziejnych pracach, mobbingu, pracach w korporacjach, zazdrości i podkopywaniu się wzajemnie, tak byłam zestresowana swoją rozmową kwalifikacyjną. Wyszła ona mega dziwnie, ale cieszę się, że w efekcie robię, co lubię. Byliśmy nawet na wyjeździe integracyjnym. Ponieważ po czasach studenckich, hasło „integracja” (integracja kwadratu! xDDDDD) mimo wszystko kojarzy mi się nadal mega pozytywnie, niewiele się zastanawiając pojechałam. Z lekkimi obawami, jak to będzie. Czy się nie popiją, czy ja wyjdę znowu na świętoszkowatą mocherówkę, czy będę potrafiła się odnaleźć w tym towarzystwie? Na szczęście nie było źle, a nawet bardzo dobrze. Ten wyjazd przekonał mnie do dwóch rzeczy:
    1. Mam na prawdę fantastycznych ludzi w dziale,
    2. Nie warto się upijać, bo (teraz wszystkich zaskoczę odkrywczymi spostrzeżeniami)
    -na kacu człowiek źle się czuje i np. ma trudności mówieniem i w ogóle funkcjonowaniem
    -w trakcie picia nie ma wyczucia ile to jeszcze jest bezpieczna ilość alkoholu
    -może gadać głupoty, lub prawdziwe rzeczy które myśli, a jednak nie powinien ich mówić,
    -alkohol spożywany w dużej ilości uszkadza wątrobę, mózg, powoduje okropne zmiany skórne na ciele (nikt mnie nie przekona, że pijaczki mają piękną i zdrową cerę)

    Jestem po rekolekcjach ORAR1, na których byłam razem z mężem. Tym razem bez dzieci, które zostały z dziadkami. To był wspaniały czas oderwania się od codzienności. Mogliśmy zwiedzić piękne miejsca – Neapol, Pompeje i Rzym. Ale przede wszystkim pobyć razem wśród innych rodzin, które podobnie jak my budujemy swoje życie na Chrystusie. Mieliśmy luksus codziennego uczestniczenia w jutrzni, mszy Świętej, spotkań w grupach i innych fajnych punktach programu. Z początku byłam trochę zawiedziona, że to nie odnowa i tego Ducha Świętego nie doświadczam tak, jak do tego przyzwyczaiła mnie wspólnota Św. Rafała Archanioła, ale wierzę, że On tam był. Działał. Wielkim owocem tych rekolekcji było to, że zbliżyliśmy się (ja i mąż) do siebie. I może tym razem reguła życia zostanie tym razem po prostu wprowadzona w życie. Na razie się udaje. Chwała Ci Panie, bo czasami ogarnia mnie zwątpienie, czy ja na serio potrafię się zmienić na lepsze. Te drobne zmiany dostrzegam i dziękuję.

    W ostatnich dniach czułam się duchowo słabiej i pewnie nikogo nie zdziwi fakt, że to było następstwo odpuszczenia sobie porannej codziennej modlitwy. A wzięłam na swoje barki dużo: modlę się przypadek mega trudny i ten ciężar w pewnym momencie mnie niemal zgniótł. Na szczęście pewne rozmowy, a przede wszystkim wsparcie męża i jego miłość, której doświadczam oraz uważniejszy Namiot Spotkania ustawiły mnie znowu do pionu.
    Chciałabym jednak uwiecznić pewien ewenement, który jest dla mnie bardzo podbudowujący. A mianowicie: coraz lepiej potrafię słuchać Boga. Wiem, że to brzmi, jakbym była nawiedzona, ale innych słów nie potrafię znaleźć.
    Wcześniej, prosiłam błagałam, żeby Bóg mówił mi, co ja mam robić, żeby było mi dobrze, żebym była szczęśliwa. Różnie było z tym usłyszeniem. Raczej byłam przekonana, że co i rusz popełniam jakieś błędy i jestem głucha na to, czego Bóg ode mnie oczekuje.
    Po jakimś czasie formacji modliłam się raczej: niech się spełnia Twoja wola, pomóż mi rozszerzać na ziemi Twoje królestwo (Ojcze nasz mówione bardziej świadomie i innymi słowami). Muszę przyznać, że nie zawsze potrafiłam dostrzec dobre skutki swojego działania, czasami jednak się zdarzały.
    W ciągu ostatnich kilku lat widzę codziennie dobre owoce moich modlitw. To często są drobne interwencje, ale ja już wiem, że to Boże działanie, Jego dobroć w stosunku do mnie. Wiele się zmieniło od Kursu Animacji Modlitwy Charyzmatycznej! Jak wspaniały był to kurs! W pewnym sensie dla mnie przełomowy. Od tamtej pory bardziej wierzę, że ja mogę usłyszeć Boży głos. Zasmakowałam w darze proroctwa, poznania. Generalnie było super. Taka teraz myśl mi przyszła, że wierząc tak na maxa, można się poczuć jak jakiś super bohater, który rozwiązuje problemy ludzkości dzięki swoim nadprzyrodzonym mocom. Ile to jednak trzeba mieć w sobie pokory i uległości, by jednak pierwsze zgodzić się na bycie tylko narzędziem. Sługą, który to robi za darmo.
    „Darmo otrzymaliście darmo dawajcie”
    Cytat klucz w ujęciu dobrego rozpoznawania uzdrawiaczy. W czyje imię uzdrawiają i czy darmo.
    Ale wracając do słuchania Boga, wcześniej chyba za bardzo w to wszystko wątpiłam i dlatego nie doświadczałam. A teraz wierzę, że niemal jak Mojżesz mogę się z Bogiem codziennie spotykać podczas Namiotu Spotkania faktycznie Go usłyszeć. Jak to konkretnie wygląda? W ostatnich dwóch dniach tak: że sobie przypominam podczas codziennych czynności jakiś fragment z Pisma Świętego. No i sobie o nim myślę, myślę i myślę. A tu następnego dnia jest czytanie i właśnie ten konkretny fragment! Nie oszukuję, nie zaglądam, co będzie jutro rozważane w kościele. Ten konkretny cytat podpowiada mi jakieś konkretne działanie: do kogo co powiedzieć, za kogo się pomodlić, czego unikać itp. Jak dla mnie fantastyczna sprawa. Dzięki temu, już nie moja, ale Boga przeze mnie dokonuje się wola. Mam jednak trochę natchnień trudnych, których wprowadzić w życie się boję, albo nie umiem. Mam nadzieję, że i te przeszkody kiedyś łaska Boża we mnie zmieni. AMEN!


    • RSS