Jestem po rekolekcjach ORAR1, na których byłam razem z mężem. Tym razem bez dzieci, które zostały z dziadkami. To był wspaniały czas oderwania się od codzienności. Mogliśmy zwiedzić piękne miejsca – Neapol, Pompeje i Rzym. Ale przede wszystkim pobyć razem wśród innych rodzin, które podobnie jak my budujemy swoje życie na Chrystusie. Mieliśmy luksus codziennego uczestniczenia w jutrzni, mszy Świętej, spotkań w grupach i innych fajnych punktach programu. Z początku byłam trochę zawiedziona, że to nie odnowa i tego Ducha Świętego nie doświadczam tak, jak do tego przyzwyczaiła mnie wspólnota Św. Rafała Archanioła, ale wierzę, że On tam był. Działał. Wielkim owocem tych rekolekcji było to, że zbliżyliśmy się (ja i mąż) do siebie. I może tym razem reguła życia zostanie tym razem po prostu wprowadzona w życie. Na razie się udaje. Chwała Ci Panie, bo czasami ogarnia mnie zwątpienie, czy ja na serio potrafię się zmienić na lepsze. Te drobne zmiany dostrzegam i dziękuję.

W ostatnich dniach czułam się duchowo słabiej i pewnie nikogo nie zdziwi fakt, że to było następstwo odpuszczenia sobie porannej codziennej modlitwy. A wzięłam na swoje barki dużo: modlę się przypadek mega trudny i ten ciężar w pewnym momencie mnie niemal zgniótł. Na szczęście pewne rozmowy, a przede wszystkim wsparcie męża i jego miłość, której doświadczam oraz uważniejszy Namiot Spotkania ustawiły mnie znowu do pionu.
Chciałabym jednak uwiecznić pewien ewenement, który jest dla mnie bardzo podbudowujący. A mianowicie: coraz lepiej potrafię słuchać Boga. Wiem, że to brzmi, jakbym była nawiedzona, ale innych słów nie potrafię znaleźć.
Wcześniej, prosiłam błagałam, żeby Bóg mówił mi, co ja mam robić, żeby było mi dobrze, żebym była szczęśliwa. Różnie było z tym usłyszeniem. Raczej byłam przekonana, że co i rusz popełniam jakieś błędy i jestem głucha na to, czego Bóg ode mnie oczekuje.
Po jakimś czasie formacji modliłam się raczej: niech się spełnia Twoja wola, pomóż mi rozszerzać na ziemi Twoje królestwo (Ojcze nasz mówione bardziej świadomie i innymi słowami). Muszę przyznać, że nie zawsze potrafiłam dostrzec dobre skutki swojego działania, czasami jednak się zdarzały.
W ciągu ostatnich kilku lat widzę codziennie dobre owoce moich modlitw. To często są drobne interwencje, ale ja już wiem, że to Boże działanie, Jego dobroć w stosunku do mnie. Wiele się zmieniło od Kursu Animacji Modlitwy Charyzmatycznej! Jak wspaniały był to kurs! W pewnym sensie dla mnie przełomowy. Od tamtej pory bardziej wierzę, że ja mogę usłyszeć Boży głos. Zasmakowałam w darze proroctwa, poznania. Generalnie było super. Taka teraz myśl mi przyszła, że wierząc tak na maxa, można się poczuć jak jakiś super bohater, który rozwiązuje problemy ludzkości dzięki swoim nadprzyrodzonym mocom. Ile to jednak trzeba mieć w sobie pokory i uległości, by jednak pierwsze zgodzić się na bycie tylko narzędziem. Sługą, który to robi za darmo.
„Darmo otrzymaliście darmo dawajcie”
Cytat klucz w ujęciu dobrego rozpoznawania uzdrawiaczy. W czyje imię uzdrawiają i czy darmo.
Ale wracając do słuchania Boga, wcześniej chyba za bardzo w to wszystko wątpiłam i dlatego nie doświadczałam. A teraz wierzę, że niemal jak Mojżesz mogę się z Bogiem codziennie spotykać podczas Namiotu Spotkania faktycznie Go usłyszeć. Jak to konkretnie wygląda? W ostatnich dwóch dniach tak: że sobie przypominam podczas codziennych czynności jakiś fragment z Pisma Świętego. No i sobie o nim myślę, myślę i myślę. A tu następnego dnia jest czytanie i właśnie ten konkretny fragment! Nie oszukuję, nie zaglądam, co będzie jutro rozważane w kościele. Ten konkretny cytat podpowiada mi jakieś konkretne działanie: do kogo co powiedzieć, za kogo się pomodlić, czego unikać itp. Jak dla mnie fantastyczna sprawa. Dzięki temu, już nie moja, ale Boga przeze mnie dokonuje się wola. Mam jednak trochę natchnień trudnych, których wprowadzić w życie się boję, albo nie umiem. Mam nadzieję, że i te przeszkody kiedyś łaska Boża we mnie zmieni. AMEN!