mademioselle blog

    Twój nowy blog

    uznałam, że tamta notka nie może pozostać aż tak pesymistyczna. Od razu przypomniała mi się pewna piosenka, która od razu wyprowadziła z dołka. Moze nie dokładnie piosenka, ale mój Pocieszyciel.

    Jak się nie bać powiedz jak??
    Kiedy w strachu żyje świat
    Zaufaj Panu już dziś

    Jak uwierzyć powiedz mi??
    Kiedy już nie wierze w nic
    Zaufaj Panu już dziś

    Jak mam kochać, powiedz jak??
    Kiedy rani mnie mój brat
    Zaufaj Panu już dziś

    Jak być dobrym, powiedz mi??
    Kiedy świat jest taki zly
    Zaufaj Panu już dziś

    Jak mam walczyć, powiedz jak??
    Kiedy silnej woli brak
    Zaufaj Panu już dziś

    Jak pokonać własny grzech??
    Kiedy pokus tyle jest
    Zaufaj Panu już dziś

    Jak sie cieszyć powiedz mi??
    Kiedy płyną gorzkie łzy
    Zaufaj Panu już dziś

    Jak do ładu z sobą dojść??
    Kiedy siebie mam już dość
    Zaufaj Panu już dziś

    Jak nie zbłądzić powiedz mi??
    Kiedy nie mam dokąd iść
    Zaufaj Panu już dziś

    Jak nadzieje w sercu mieć??
    Kiedy wszystko wali się
    Zaufaj Panu już dziś

    Im więciej zajęć, większy pozom sresu. Zawsze byłam chwiejna. Ale to co się ze mną dzieje w ostatnich dniach, to już lekka przesada. Za łatwo poddaje się emocjom. A już szczególnie smutkowi i zwątpieniu. Wciąż płaczę bez powodu jak mała dziwczynka. Bo jest mi źle. Jestem zmęczona, a i tak wiem, że inni pracują jeszcze więcej, jeszcze dłużej. To powoduje, że czuję wyrzuty sumienia. Boję się, że minęłam się z powołaniem. Nie chcę robić tego, czego obecnie się uczę.  Mimo, że jest to na swój sposób ciekawe, nie chcę do jasnej ciasnej projektować!!! Najgorsze, że już nie wiem, co chcę robić. A to nie koniec, to dopiero początek… I to mnie przeraża… Tracę motywację… Gdy pójdę do pracy, będzie jeszcze gorzej. Odczuwam dziś wybitny weltshmertz.

    Już potrafię płakać tylko jednym okiem.
    Bezgłośnie zraszam bluzkę, a czasem jego koszulę.
    Staram się by osoba obok nic nie zauważyła.
    Chcę zachować swoje irracjonalne smutki tylko dla siebie.
    Czasem jednak nie wychodzi.
    Jestem taka słaba.
    W takie dni wolałabym, żeby mnie nie było.

    Wszystko mi mówi, że ten semestr jest masakryczny. Choćby to, że od jakiegoś dłuższego czasu jestem zmuszona do rezygnowania z imprez w gronie moich przyjaciół. Jeśli kiedyś uważałam, że na studiach to się głównie pije, a nauka to zjawisko występujące tylko przed sesją, to na pewno nie na tym kierunku, nie w tym mieście. Od Świąt napięcie: tu kolos, tam projekt. Ja już tylko chcę to wszystko zaliczyć i mieć święty spokój. Uczymy się o fajnych rzeczach. Robaczki, drzewka, zbiorowiska leśne są cool, ale nie wszystko na raz, nie tak intensywnie. Gdy myślę o konserwie robi mi się niedobrze. Gdybym tylko studia miała na głowie, byłoby git. (Nie)stety jestem jeszcze HRem i prowadzę zespół. Nie wyrabiam najzwyczajniej w świecie, a wiem, że będzie jeszcze gorzej. I dlatego coraz częściej będe płakać „bez większego powodu”, bo się boję, że nie dam rady. To nic, że zawsze udawało mi się zaliczać w pierwszym terminie. To wszystko zaczyna mnie coraz bardziej przerażać i przerastać. Nie mam czasu dla znajomych. Chciałabym sobie pojeździć na rolkach; na rowerze, a każda godzina spędzona w ten sposób wywoła u mnie natychmiastowe wyrzuty sumienia, ponieważ „zmarnowałam” czas. Jak dobrze, że Rafał jest przy mnie. Boże dopomóż!
    PS. Gdzie są moje tabletki drożdzowe z melisą?!
    PSS. Gdzie jest MagnezB6???
    I nie pytajcie mnie co z moją sukienką. Zajmę się nią w wakacje…

    Jestem niepoprawną zostawiaczką wszyskiego na ostatnią chwilę. Powinnam się na to leczyć. Serio. Chodzi oczywiście o załatwienie sobie miejsca w akademiku. Co roku ten sam schemat: nie wiem jakie dokumenty muszę posiadać, pytam się innych, oni mi coś tam mówią, ja skupiam się na załatwieniu tych rzeczy. 2 dni przed załatwieniem danej sprawy dowiaduję się z różnych źródeł, że to co mam to w zasadzie wierzchołek góry lodowej i muszę coś tam jeszcze pozałatwiać i gdy już happy dobiegam do naszych znanych i lubianych pań w dziekanacie o 13:58, dowiaduję się, żę jeszcze mi brakuje zaświadczenia z urzędu skarbowego odnośnie zarobków mojej siostry, która oczywiście zarobków nie posiada. Także całe bieganie do ksero, wysyłania SMSów ogromnej wagi, czyszczenie zdjęcia w Photoshopie z zaświadczeniem, że siostra studiuje dziennie, poszło na marne, bo na koniec dowiedziałam się, standardowo, że dopiero mogę oddać komplet dokumentów. I w zasadzie w każdym momencie to mogę zrobić. Całe szczęście panie w dziekanacie przystosowały się do nawyków studentów, bo chyba nikt by tam nic nie załatwił. Ale ponieważ znam takie przypadki (a było ich niemało), po takim opóźnieniu w oddawaniu dokumentów, już widzę swoją przyszłość wśród hiltonowych karaluchów i szukaniem lodówki do tegóż hiltonowego pokoju. :/
    Podsumowując zestresowałam się niepotrzebnie, bo i tak mi nic nie wychodzi. Nic się nie zmnieniło od nawet-nie-pamiętam-kiedy. Dlaczego nie mogę się zainteresować daną sprawą odpowiednio wcześnie odpowiednio dosadnie, żeby potem nie wypominać sobie, jaką to ja jestem ciapą niepoprawną?! I jeszcze denerwuje innych, bo przecież ja jestem w Wawie, dokumenty w Płocku, a rodzice sami wiecie gdzie. Niestety jeszcze nie potrafią one przelecieć z jednego miejsca na drugie w odpowiednio krótkim czasie. Żeby było ciekawiej, zaraz spóźnie się na angielski, także kończę…

    I na koniec żarcik:

    Rektor
    Przeskakuje najwyższe budynki za jednym zamachem.
    Jest silniejszy od lokomotywy.
    Jest szybszy od pocisku.
    Chodzi po wodzie.
    Rozmawia z Bogiem.

    Prorektor
    Przeskakuje niskie budynki za jednym zamachem.
    Jest silniejszy od lokomotywy parowej.
    Czasami dogania pocisk.
    Chodzi po wodzie gdy morze jest spokojne.
    Rozmawia z Bogiem, jeśli otrzyma specjalne pozwolenie.

    Dziekan
    Przeskakuje niskie budynki z rozbiegu i o tyczce.
    Jest prawie tak silny jak lokomotywa parowa.
    Potrafi strzelać z pistoletu.
    Chodzi po wodzie na krytym basenie.
    Czasami Bóg zwraca się do niego.

    Prodziekan
    Ledwo przeskakuje budkę portiera.
    Przegrywa z lokomotywą.
    Czasem może trzymać broń bez obawy o samookalecznie.
    Bardzo dobrze pływa.
    Rozmawia ze zwierzętami.

    Profesor
    Odbija się na ścianach próbując przeskoczyć jakikolwiek budynek.
    Może zostać przejechany przez lokomotywę.
    Nie dostaje amunicji.
    Pływa pieskiem.
    Mówi do ścian.

    Doktor
    Wbiega do budynków.
    Rozpoznaje lokomotywę dwa na trzy razy.
    Moczy się pistoletem na wodę.
    Utrzymuje się na wodzie tylko dzięki kamizelce ratunkowej.
    Bełkocze do siebie.

    Pani z dziekanatu
    Podnosi budynki i przechodzi pod nimi.
    Zwala lokomotywę z torów.
    Łapie pocisk zębami i go rozgryza.
    Zamraża wodę jednym spojrzeniem…
    …Jest BOGIEM

    Utworzyłam nowy blog, bo eblog mnie maksymalnie denerwuje. Wciąż są jakieś problemy z serwerem.
    Notki pojawiały się rzadko, ale bynajmniej nie zamierzam tego zmieniać, bo ja produkować się nie za bardzo lubię. :P
    w zasadzie chciałam tylko napisać, że nie mogę się doczekać wakacji. Będzie pięknie! i będę wyspana! ha!


    • RSS