mademioselle blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z tagiem: cera

    Jestem na wakacjach w Stegnie razem z kołem emerytów i rencistów. Nie mam nic do starszych ludzi. Nawet wolę starszych niż np. Młodzież. Ale przejdźmy do meritum czyli do zrzèdzenia, które zamierzalam tutaj popełnić. Pewnie mogłabym zaliczyć ten urlop Rafała ( bo ja na 3/4 etatu tutaj zapierniczam – odeszło mi przygotowywanie posiłków) za całkiem udany, gdyby nie te kwasy migdałowe i fakt, że jestem tu na obcym wikcie. Pofolgowalam sobie i jadłam co mi podali. Miernikiem tego, jak zdrowe podają tu jedzenie, niech będzie fakt, że do obiadu zamiast kompotu podają napój pełny chemii i syropu glukozowo-frukozowego. Na śniadanie i kolacje samo białe i najtańsze pieczywo. Tak, zrobiłam się stara, zrzedliwa, wybredna i pryszczata. A to już nie jest sprawiedliwe! Już bym jakoś przecierpiala te gazy i zaparcia, ale tej Hiroshimy na mojej twarzy nie mogè przecierpiec! Jutro obiecuje nie ruszyć nawet okruszyny chleba i pić kawè bez mleka, gdyż zaplaczè się na smierc. Poza tym moja komórka została w naszym mieszkaniu, wiec trzeba się ze mną mailowo komunikować, jeśli kogoś niespodziewanie najdzie na to ochota. Sorry za błędy, ale pisze z komórki męża której nie ogarniam.

    Od tygodnia stosuję piling kwasem migdałowym. Odważyłam się na ten desperacki krok, ponieważ u mojej siostry faktycznie to świetnie zadziałało. Już nie ma pryszczy, skóra wygląda znacznie świeżej i młodziej. Jak dla mnie bomba. Problem jednak z tymi kwasami jest taki, że powodują one oczyszczanie się starych zaskórników i innych trądzikowych zmian w taki sposób, że przez pół roku jest zdecydowanie gorzej jeśli chodzi o wygląd. Obserwowałam metamorfozę mojej siostry ze współczuciem, nie wierząc, że wyjdzie na prostą. Ale faktycznie to u niej podziałało.
    W związku z tym zdecydowałam, że teraz czas na wojnę totalną z moimi pryszczami, których szczerze nienawidzę i mam nadzieję się z nimi pożegnać raz na zawsze.
    Teraz zmieniając temat, przejdę do czegoś jeszcze innego, z czym nosiłam się od dawna (około dwóch lat), ale brakowało mi wiary, czy to aby dobre, konieczne itp. Serce mi krwawi, ale postanowiłam ograniczyć nabiał i gluten. Tak się o nich naczytałam, że już mi się nawet mojego ukochanego sera żółtego odechciewa i bułeczek a nawet lodów kupnych. Ostatnio zaczytuję się w artykułach pani dietetyk Gurbackiej i mimo, że w niektórych kwestiach wiem, że jest nieścisła i pewnie trochę rozdmuchuje fakty, żeby jej interes się lepiej kręcił, to dałam jej kredyt zaufania. Jeśli po stosowaniu jej super wskazówek odnośnie odżywiania, korzystania z jej przepisów nie będę czuła się lepiej. A jest co leczyć.
    Ostatnio babeczka ze sklepu ze zdrową żywnością poradziła, żebym odstawiła krowie mleko, bo z moją cerą przez nie, jest tak fatalnie, jej zdaniem. Ok. Zobaczymy, przekonamy się. Daję sobie rok. Ciekawe czy tyle wytrzymam. Jednak od razu mówię, że z masła i małej ilości sera nie umiem zrezygnować, więc się nie zarzekam odnośnie nich. Boję się, że teraz będę siedziała całe dnie w kuchni pichcąc bezglutenowe cuda za niestety grube pieniądze. Ale od jakiegoś czasu gotowanie stało się (z konieczności) moim nowym hobby. Dzieci coraz więcej mi pomagają zamiast tylko przeszkadzać, więc myślę, że będzie git. Tym bardziej, że już lada moment skończą się wakacje. Hurra!
    Podsumowując w kwestiach diety robię się coraz bardziej zielona. Choć z mięsa nie mam zamiaru rezygnować. Wiadomo jednak im więcej mięsa w mięsie i im bardziej eko, tym lepiej. A Po wypiciu mleka kokosowego własnej produkcji, zabrakło mi słów zachwytu. Jest cudowne! I ponoć bardzo zdrowe oraz o dziwo nie takie jeszcze tak strasznie drogie. Polecam


    • RSS