mademioselle blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z tagiem: ciaza

    Panika przezierająca w ostatnich zdaniach mojej poprzedniej notki, już jest lekko nieaktualna. Spotkań z lekarzami miałam w ostatnim czasie aż nadto. Pobierali mi nawet krew na czczo. Problemem było jednak dojechanie autobusem na miejsce pobierania. Na szczęście wszystko odbyło się bez widowiska. Wyniki poznam w środę, gdy spotkam się po raz drugi z moim lekarzem prowadzącym oraz położnymi. Moim zdaniem się nadaje. Pokażę mu z dumą zdjęcia z wczorajszego USG, które obecnie oglądam sobie przynajmniej 3 razy w ciągu dnia. :P Mimo, że nie wiadomo co na nich widać, jest to namacalny dowód, że moja ciążą tym razem nie jest urojona. Moje dziecko faktycznie ma teraz 8 tygodni i 5 dni i mierzy 16,38mm. Mieści się w normie, ale jest raczej małe. To nic, łatwiej będzie urodzić. :P Wykształcają się obecnie paluszki u nóg, które podobnie jak u rąk na razie są połączone błoną. W tym tygodniu kurczy się i właściwie zanika ogon na końcu kręgosłupa. Głowa dziecka rośnie dość szybko, jest większa od reszty ciała i przylega do klatki piersiowej. Pojawia się też szyja oraz wykształcają się półkule mózgowe odpowiedzialne za myślenie i czucie. Wyodrębnia się w nim również ośrodek odpowiedzialny za oddychanie. Nadal rozwija się układ pokarmowy. Powstaje odbyt i wydłużają się jelita. Także wewnętrzne organy płciowe, u chłopców jądra i pęcherzyki nasienne a u dziewczynek jajniki, powstają w tym tygodniu. Jednak badanie USG nie jest w stanie jeszcze określić płci maleństwa. Dziecko ma już górną wargę, uwydatnia się dolna szczęka. Uszy przesuwają się na boki głowy, oraz pojawiają się zawiązki zębów mlecznych. Oczy także znalazły się już praktycznie na swoim miejscu, a ich siatkówka jest czarna. Zaczyna się także proces kostnienia kręgosłupa.
    Wg USG narodzin można się spodziewać 23 lipca 2011. Jest to dzień po urodzinach jego taty (mojego kochanego Rafała). Podczas badania słyszałam szybciutkie bicie jego malutkiego serduszka, które chyba teraz jest niewiele większe od łebka szpilki. To było takie wzruszające. Moje maleństwo… Wszystko do tej pory jest Ok. Mam nadzieję, że tak pozostanie.
    Po badaniu daliśmy się nieco poddać zakupowemu szaleństwu. Zaliczyliśmy Reala, Lidla, Tesco i Biedronkę. Wszystko by kupić dużo „Muszynianki”, która jako jedyna woda, według Rafała, jest warta tego by ją kupować. Ja się zgadzam, bo już mam po dziurki w nosie przegotowanej kranówki. A na myśl o herbacie, bądź kawie, robi mi się niedobrze. W Tesco kupiliśmy też pierwsze maleńkie ubranie (nie ubranko :P) dla naszej dzieciny. Jest jasnoniebieskie z wyhaftowaną żyrafą. Po prostu cudo! Większe zakupy planujemy dopiero w nowym roku.
    Gdyby jeszcze minęły mi nudności i ciągłe zmęczenie, byłaby pełnia szczęścia. No i praca mgr mogłaby się sama napisać. Nie mam jak na razie do niej serca. Podobnie zresztą do moich studiów. Byle przetrwać, zaliczyć i mieć z głowy. Ale na 5 roku chyba nikt nie wyrzuci z uczelni (niegdyś) pilnej studencki w stanie błogosławionym? :P

    Od wakacji wiele się zmieniło. Np to, że nie mam za bardzo czasu, żeby napisać notkę, ani żeby wrzucić zdjęcia z Barcelony gdziekolwiek. Teraz, to już nawet głupio byłoby się za to zabierać. Chyba…

    Odwołując się jeszcze na chwilę do przeszłości, śmiem twierdzić, że FSM
    zmienił moje życie bardzo namacalnie, a przynajmniej odczuwalnie.
    Pamiętając z oazy słowa pewnego animatora, który zapewniał nas, że „Bóg
    to nie dezodorant. Nie trzeba go czuć, żeby wiedzieć, że działa”,
    myślałam, że tak musi być. W zasadzie nawet nie powinnam się starać
    coś czuć podczas modlitwy, bo generalnie to nie o to w tym wszystkim
    chodzi. I niby wiedziałam o co w tym wszystkim chodzi, ale bez żadnego entuzjazmu. A jednak wtedy w lipcu się zdziwiłam i zafascynowałam. Fajnie jest głęboko wierzyć w coś, czego się nigdy
    nie widziało, ani nie czuło. Ale czasem, się czuje i wtedy wszystkie
    wątpliwości pierzchają. Ale najlepsze w tym wszystkim jest to, że to
    trwa i przynosi konkretne owoce. Od około 4 miesięcy, gdy tylko modlę
    się do Ducha Świętego, czuję dreszcze. Nie tak silne jak na FSMie, ale
    delikatne i ogarniające całe moje ciało. Nikt oczywiście nie widzi, że
    coś przeżywam, ale ja to CZUJĘ i to jest piękne. Dziękuję. :)

    Jedną z fajniejszych rzeczy, jaka uległa zmianie od wakacji, to moje podejście do SD. Zrozumiałam, że nie jestem osobą niezastąpioną oraz że należy dać szansę młodym, żeby się wykazali. Ja teraz mam inne rzeczy na głowie. Wychodząc z tego założenia, nie kandydowałam na żadną funkcję w ZG. Koniec końców zostałam przedstawicielem swojego koła w komisji rewizyjnej, a wiadomo, że to praktycznie żadna funkcja. Mam immunitet i nie mogą wybrać mnie na nikogo w zarządzie koła. Sprytnie to sobie wymyśliłam. :P Tak więc formalnie od 23 października, a praktycznie od 29 tego samego miesiąca nie jestem w ZG i jest mi z tym super. Teraz tylko próbuję się wykręcić z organizacji szkoleń. Mam nawet powód nie do obalenia, ale o tym później. Problemem jednak okazuje się być moja rosnąca popularność jako grafika. Ale kiedyś w końcu trzeba się stać asertywnym i skupić się na dobrym POWODZIE.

    Powodem tym jest, jak już w sumie cała moja publiczność blogowa wie, mój błogosławiony stan. Jestem obecnie w 6 tygoniu i nudności zdążyły już mi się dać we znaki. Problematyczną kwestią jest również znalezienie sobie dobrego lekarza. Mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze. Na tyle, że uda mi nie tylko urodzić zdrowe dziecko, ale też w terminie obronić magisterkę. Dziś nawet trochę zrobiłam w tym kierunku, żeby ona jednak mimo wszystko powstała. Modlitwa w tej intencji, jest jednak, jak najbardziej wskazana.


    • RSS