mademioselle blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z tagiem: dziecko

    Planowałam dziś położyć się spać przed 22. Jednak z synem siedziałam do 22:15, choć w dzień nie spał. I teraz kibluję u córci od 22:30 do 24. Boże zmiłuj się nade mną! Ja na prawdę beznadziejnie funkcjonuję po 6 godzinach snu już od prawie 5 lat!!! Aaaaa

    Odkąd mam dzieci nie mam praktycznie łatwych i przyjemnych dni. Każdy jest trudny, albo bardziej trudny. Wyjątkiem jest czas, gdy mam domoferie, rekolekcje lub jakiś inny czas bez dzieci. To rzadka przyjemność. Wczoraj był bardzo trudny dzień. Bardzo chciałam się tu wieczorem wyżalić, ale robiłam dla odmiany coś bardzo pożytecznego i nie zdążyłam. Wyspać się też za bardzo nie zdążyłam, ale damy radę. Pisałam mianowicie regulamin opieki nad moimi dziećmi. Może to jakoś pomoże mi egzekwować sposób zajmowania się Pawłem i Aliną bez strachu, że zostaną poranieni. Ta bo niestety stare metody wychowawcze oparte na strachu, groźbach i karach ranią. Mnie poraniły i nie chcę, by podobnie dotykały moje dzieci. Długo się miotałam w kwestii wyboru metody wychowawczej. Brakowało mi konsekwencji. Bo nie wiedziałam w czym mam być konsekwentna. Co osoba, to opinia.

    http://foch.pl/foch/1,132040,17983548,Jak_byc_matka_idealna__To_bardzo_proste_.html

    Swego czasu popłakałam się przy tym ze śmiechu, tylko problem w tym, że tak właśnie ludzie gadają. I weź tu człowieku bądź mądry i pisz wiersze.

    Niedawno w naszej wspólnocie podczas już kolejnego wylania Ducha Świętego szczególnie prosiłam o dar mądrości. Bym potrafiła mądrze, w atmosferze szacunku i miłości wychowywać moje dzieci. Nie wiedziałam jak, wszystko raczej robiłam intuicyjnie i w oparciu o książki „Rodzeństwo bez rywalizacji” i „Jak mówić/jak słychać”. Niedługo po tej modlitwie trafiłam na szkolenie odnośnie Pozytywnej Dyscypliny. Myślę, że to super metoda, bo wreszcie odpowiada na większość pytań, które rodziły się w mojej głowie, a nie znajdowałam na nie sensownych odpowiedzi. Za bardzo mądre stwierdzenie uważam, że DZIECI ZACHOWUJĄ SIĘ ŹLE, GDY SIĘ ŹLE CZUJĄ. Niby takie oczywiste, ale my często mamy inne założenia: np. nie szanuje mnie, robi mi na złość, chce, żebym cierpiała itp. Tym czasem czasem wystarczy dziecko nakarmić, przytulić, sprawić by poczuło się ważne, potrzebne.
    I świetne było też wyjaśnienie, że w stresie wyłącza się w mózgu strefa korowa i nawet najbardziej logiczne argumenty (do których zwykle nie jesteśmy zdolni, bo nam też się to szybko wyłącza) do dziecka nie trafią i jedynym sensownym wyjściem jest zrobić sobie przerwę. I to nie jest kara w kącie. Przetestowałam, to na nic.
    A odnośnie wyżalania myślę, że wystarczy jak umieszczę tu psalm, który wczoraj czytałam według porządku „Biblia w 2 lata”. Nie wybierałam tekstu, ale Słowo Pańskie ma taką moc, że zwykle genialnie trafia w moją sytuację. I ja nie mogę przestać się tym zachwycać. :-)

    Psalm 120
    1Do Pana w swoim utrapieniu
    wołałem i wysłuchał mnie.
    2 Panie, uwolnij moje życie
    od warg kłamliwych
    i od podstępnego języka!
    3 Cóż tobie [Bóg] uczyni
    lub co ci dorzuci,
    podstępny języku?
    4 Ostre strzały mocarza
    i węgle z janowca.
    5 Biada mi, że przebywam w Meszek
    i mieszkam pod namiotami Kedaru!
    6 Zbyt długo mieszkała moja dusza
    z tymi, co nienawidzą pokoju.
    7 Gdy ja mówię o pokoju,
    tamci prą do wojny.

    W ostatnim czasie słucham też relacji z Przystanku Jezus. Z roku na rok coraz bardziej chcę tam być. W radiu Profeteo są świetne auducje. Szczególnie polecam Agnieszce (fance AC/DC) posłuchać sobie wieczorem. Biskup Ryś niecałą dobę po opublikowaniu mojej notki na temat tego, że trzeba być radykalnym, użył tego samego cytatu co ja. I w sumie ten komentarz mi wystarczy. Innych już nie potrzebuję, ale będzie mi miło, jak się pojawią. :-)

    Rozwój

    1 komentarz

    Całe wieki minęły od mojego ostatniego wpisu. Zmieniło się masę rzeczy. Wiele z pewnością wymagało uwiecznienia, ale niestety zabrakło czasu, energii lub cierpliwości. Alinka skończyła już rok i dwa miesiące (no prawie), Pawełek za miesiąc skończy 3. Oboje mnie zadziwiają tempem rozwoju. Paweł od pół roku całkiem sprawnie porozumiewa się słownie, a nie tylko gestami czy ekspresyjną mową ciała. Zadaje mnóstwo pytań i wszystko go baaaardzo interesuje. To super chłopak! Alinka chodzi coraz pewniej, ale zdumiewający jest dla mnie jej rozwój mowy. Z wielką lubością pyta :”Cio to?” i wskazuje rozmaite przedmioty. Raz powtórzyła po Pawle „będzie burza”. Myślę, że lada moment, da się z nią sensownie porozmawiać. Jest to o tyle zaskakujące, że rozwój motoryczny jest także zaskakująco dobry. Od jakiegoś miesiąca, czy nawet dwóch potrafi sama wejść na zjeżdżalnie i z niej zjechać. Taka mała słodka kruszynka! Od pół roku jest na 3 centylu. Pod koniec kwietnia po naszym kursie Bartymeusz na którym z nami była dostała trzydniówki połączonej z przedłużającą się biegunką i wymiotami. Byłam z nią nawet 3 dni w szpitalu na Kopernika z powodu odwodnienia. Pawełek został wtedy z tatą w domu. Potem przez blisko dwa miesiące walczyliśmy z jej nietolerancją laktozy. To było też powodem jej odstawienia od piersi. Wtedy też na nowo odkryła dobrodziejstwo jakim jest smok w buzi. ;-)

    Jeśli chodzi o wzajemne stosunki między rodzeństwem są na razie dość trudne. Czasami wręcz mnie przerażają i przerastają. Zazdrość w czystej postaci. Niby człowiek wie, co powinien robić: poświęcać więcej czasu starszemu dziecku, ale gdy brakuje na to sił fizycznych i psychicznych, czuje się bezradny. Wiele razy sytuacja zwyczajnie mnie przerasta. Wtedy jedyną pomocą, na jaką mogę liczyć, jest ta z nieba. Nie powiem, zjawia się. Gdyby jej nie było, mnie również by nie było. Dziękuję, że jest. Ostatnio Bóg jednak chce mi powiedzieć, że On posługuje się bardzo często innymi ludźmi, którzy chcą i mogą mi pomóc. Jeśli przyjmę tę pomoc. A to nie jest zawsze takie proste. Duma i uprzedzenie nie pozwalają. ;-) W ten sposób uczę się ostatnio pokory – korzystając z dobrej woli innych i ufając, że sobie poradzą i świat się beze mnie nie zawali.

    Ostatnia kwestia, jaką chciałam poruszyć, to mój rozwój duchowy. Okres macierzyństwa, przeze mnie jakiś czas temu porównywalny do pustyni, która oczyszcza, przyczynił się do bujnego rozwoju duchowego. Główną rolę oczywiście odgrywa moja wspólnota, która zapewnia fantastyczną dla mnie formację. Dzięki nie,j raczej w przyszłości nie zaliczę tego czasu jako „wyrwanego z życiorysu”. Na pewno, jako czas niedospania, walki o przetrwanie, walki z egoizmem, ale też jako czas wzrostu duchowego, pomimo realnych ograniczeń czasowych. Bóg wie, jak bardzo mi doskwiera przeświadczenie, że kiedyś mogłam więcej dla Niego robić. Ale Jego wola na ten czas jest taka, a nie inna i ja to zaakceptowałam.
    Dusza jednak się wyrywa do tej Największej Miłości, do Źródła, które jako jedyne potrafi zaspokoić mój głód. Dzięki moim najbliższym spełnię swoje wielkie pragnienie i pojadę już za dwa tygodnie na Kurs Jan. Będę na nim sama: bez męża, bez dzieci. Rafał zażartował, że pewnie wszyscy będą myśleli, że jestem na kursie, a będę się szlajać z koleżankami po mieście. Odpowiedziałam mu wtedy, że „Lepszy jeden dzień w przedsionkach Twych, niż tysiąc innych” (Ps. 84,11). I tak faktycznie jest, nie chciałabym zamienić tego czasu na żaden inny. Na ostatnim czuwaniu przed Zesłaniem Ducha Świętego, na którym dane mi było być, miałam dokładnie te same pragnienie. Nie chciałam stamtąd wychodzić. Uczucie radości, spełnienia i bycia na najlepszym możliwym miejscu (nawet przez ponad 7 godzin), to coś dla czego chce się żyć. Ktoś może powiedzieć, że to fanatyzm religijny, gruba przesada, albo, że ktoś mi zrobił pranie mózgu. Myślę, że ktoś dał mi po prostu nowe serce i nowe życie. Chwała za to Panu!


    • RSS