Często zastanawiam się, co mnie w ludziach najbardziej wkurza. Kiedyś stawiałam na brak lojanlości. Dziś odkryłam, że wciąż bardzo wkurza mnie dzisiejsza młodzież (tak, jestem mentalnym wapniakiem) i ich pogardliwe spojrzenia (dobrze znane z czasów gimnazjum i liceum). Ale przy odpowiednim nastawieniu do świata, można powiedzieć „trudno i płynie się dalej”.
Mimo, że emocje poobozowe już opadły, ciągle jeszcze o tym wszystkim myślę. Np. o mojej kłótni z M.K. Zarzuciła mi, że psuję atmosferę, rozsiewając aurę nieufności wobec ludzi z SD. Śmiechu warte! Może i rozsiewam. Tylko chyba nie zauważyła, że moje ograniczone zaufanie, ma realną podstawę bytu. Podczas, gdy koordynator robi mnie w bamuko i jeszcze na odchodnym rzuca: „jakoś sobie poradzicie”, to nic innego teraz nie robię, tylko ufam każdemu jak dziecko. Dobrze, może było i „jakoś”, ale z „jakością” o której wcześniej trąbił, miało to tylko parę pierwszych literek wspólnego. Żałuję, że nie zaufałam mu jeszcze mniej, a najlepiej w ogóle. Tylko, czy wtedy ten obóz, w ogóle by się odbył??? Śmiem wątpić…

Zaufałam Bogu i już…
I niczego nie muszę się lękać.
Zaufałam Bogu i już…
I niczego nie muszę się trworzyć.


Wczoraj na spotkaniu poobozowym, niestety zawiodłam się na kolejnych osobach. Nie spełnili mojej prośby, która była dla mnie bardzo ważna. Dopiero w domu Rafał uświadomił mnie, że ich wymówka, w którą z początku uwierzyłam, nie jest prawdziwa. Po prostu zapomnieli.

Umiesz liczyć? Licz na siebie.

Czy ja wymagam za dużo? A może inni wymagają od siebie zbyt wiele? Albo za mało. Jak ja mam ufać ludziom, którzy w mniejszych lub większych sprawach, zawodzą moje zaufanie? Dawać cały czas drugą szansę? Mam wszystko robić sama? Wykrwawić się na śmierć? Czy rzucić to wszystko, bo otacza mnie badna dzieciaków (żeby nie powiedzieć gorzej)?

Przebaczenie to jedno, a zaufanie… Zaufanie, to zupełnie inna pra kaloszy.

Tak więc obecnie najbardziej wkurza mnie u ludzi brak konsekwencji i niespełnione obietnice. I nie obchodzi mnie to, czy dana osoba potrafi się multiplikować, czy nie.

Ufam teraz już naprawdę ograniczonej liczbie osób. Żeby jakoś(ć) przeżyć.