mademioselle blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z tagiem: oboz

    Kiedy ma się kontakt z pierwszaczkami, można się nieco dowartościować. Nie mówię tego złośliwie. Po prostu człowiek trochę inaczej myśli, ma inny stopień ogarnięcia. Sama też kiedyś byłam niezaradna, tchóżliwa i bardzo nieogarnięta. Mieszkanie w akademiku, potem z mężem, działanie w SD zrobiło swoje. Teraz mam wrażenie, że jest trochę lepiej. Przynajmniej wiem już jak załatwia się ubezpieczenie dla dużej grupy osób od następstw nieszczęśliwychg wypadków. Mogę się też poszczycić umiejętnością załatwiania biletów grupowych u PKP. Myślę, że takie rzeczy powinno się wpisywać w CV, bo to na prawdę nie jest takie proste. Szczególnie, gdy odpowiada się za przejazd grupy około 100 osób, i jej skład ciągle się zmienia. PKP też mi sprawy nie ułatwiało, bo nie odpisało mi na maila, a dzwonienie do nich też nie miało większego sensu, bo nikt nic nie wie. Ale się udało i bilet mam. Teraz tylko prośba do An_, żeby go nie zgubiła, ani się nie spóźniła, bo będzie kaszanka.
    Przykro mi trochę, że nie wszystko w obszarze organizacji tego obozu jest/było tak jak trzeba. Że niektórzy zostawili zbyt wiele spraw „otwartych” i „prawie zamkniętych”. Mogłabym sobie teraz smutno westchnąć i powiedzieć w duchu „a nie mówiłam”… Ale to niczego nie zmieni. Mam jeszcze do ogarnięcia dużo spraw i muszę się wyrobić przed 17 (bo jeszcze żeby było weselej mam dziś ostatni kurs), więc bon voyage!
    Módlcie się kochani, żeby ta przygoda się dobrze skończyła. :)

    Tak jest łatwo zwątpić. Stwierdzić, że wszystko, co robisz
    jest do niczego, bez sensu. Że niepotrzebnie się trudzisz. Bo to jeszcze nigdy
    nie przyniosło efektu. Statystyka jest nieubłagana.


    Rok 2006. Mój pierwszy obóz zerowy z SD.
    Niedawno przeglądałam stare maile z tego okresu. Dopiero wtedy przypomniałam
    sobie, że na początku miałam jechać zupełnie gdzie indziej: na obóz zerowy dla
    mojego wydziału. Teraz, gdy znam te osoby, które mnie wówczas zapraszały, na
    ten plener, wcale nie żałuję. Na tym moim prawdziwym obozie zerowym poznałam
    An_. Pierwsze wrażenie było mało korzysne, ale z czasem zostałyśmy
    przyjaciółkami, a nawet przybranymi siostrami. :* Na tym wyjeździe poznałam też
    Kasię G. z mojego roku. Pamiętam, jak razem z nią i z An_ śpiewłyśmy piosenki
    wędrując po słowackim raju. Te drabinki i mostki były boskie. :D Z SGGW była
    tam jeszcze Martyna B., Magda M., Gosia S. i Monika. Czyli w sumie 7 osób z I
    roku + Kasia M. organizatorka. Szczerze mówiąc już nie pamiętam jak się
    dowiedziałam o obozie zerowym. Wiem na pewno, że Zbyszek (legendarny Zbynialdo)
    wysyłał do mnie przez grono wiadomości o SD. Możliwe, że dodatkowo otrzymałam
    ulotkę wysyłaną z papierami o przyjęciu na studia. Niestety to był ostatni raz,
    kiedy coś takiego było możliwe.
    W 2007 roku rozdawaliśmy ulotki. Chyba codziennie. Efekt: 3 nowe osoby + 3
    członków. Obóz był super. Poznałam Promyczka, szaloną, ale kochaną Elę, Tomka
    K. Do dziś pamiętam nasze rozmowy w pokoju chopaków, w czasie imprez. Były
    super! No i mafia też!
    W roku 2008 miałam dosyć obozów zerowych i już na niego nie pojechałam. Miałam w
    lipcu praktyki, więc nie mogłam również rozdawać ulotek. Robił to ktoś inny i
    napewno nie codziennie. Na obozie były chyba tylko 2 osoby z naszej uczelni.
    Rekrutacja do koła się powiodła, bo do dziś nie znam tych osób, które tam
    rzekomo były.
    W 2009 znowu chciałam pojechać na obóz. Tym razem bez moich sióstr (już teraz
    dwóch). Nie pamiętam, czy ktoś rozdawał ulotki. Ja chyba nie mogłam. Były z
    świstakiem i mi się nie podobały. Za to ostro działałam na gronie. Z marnym
    skutkiem. Pojechały z SGGW 4 osoby, w tym ja. To był obóz z pamiętną Orlą Percią
    i generalnym rozleniwieniem.
    Rok 2010. Znowu wkopałam się w organizację obozu zerowego (bo w 2007 też
    teoretycznie nim byłam). Nie z porywu serca, ale z powodu wciąż aktualnego: bo
    nikt inny nie chciał. Jestem jak to koło ratunkowe i szczerze mówiąc wkurza
    mnie to. Zaczęłam od uświadamiania moich członków, że obóz zerowy  to
    świetna sprawa i byłoby na prawdę super, gdyby ktoś zechciał mi pomóc i
    pojechać. Po twarzach widziałam, że nic z tego. Ale się nie poddawałam. W
    połowie mojej kampanii ulotkowej miałam ochotę się rozpłakać. Bo to przecież moje
    zaangażowanie nic nie zmieni. Ludzie i tak nie pojadą. Kto w obecnych czasach
    jeździ na bezalkoholowe obozy? Chyba tylko takie świry, jak ja. A takich jest
    coraz mniej. Albo już wyginęły. Pewnego wieczoru doznałam olśnienia. Że chcę
    ewangelizować, ale bez Boga. Sama. I dlatego wszystko na nic. Więc zaczęłam się
    modlić, żeby Duch Święty natchnął tych, którzy powinni na ten obóz pojechać.
    Żeby mogli przeżyć studia tak jak ja, a nawet dużo lepiej. Poprosiłam Promyczka
    i Rafała, żeby modlili się razem ze mną w tej intencji.
    Po akcji rozdawania ulotek pojechałam na FSM. Tam też się modliłam o nasze
    dzieło Boże. Prosiłam, żeby pojechało chociaż 10 osób (wraz z członkami), z
    których potem choć połowa zostałaby w SD. Wydawało mi się to mimo wszystko mało
    realne, ale zaufałam Panu, że jest w stanie to dla mnie zrobić.
    Gdy wróciłam okazało się że z SGGW zapisało się najwięcej osób. Na tą chwilę jedzie
     21 osób (w tym 12 z I roku), a wiem, że
    jeszcze wybiera się co najmniej 3. I jak tu nie wierzyć w siłę modlitwy? Sama
    moja determinacja zdałaby się psu na budę.

    Cieszę się tym bardziej, iż pierwotne założenie, odnośnie tego, że z UW i PW
    pojedzie najwięcej osób i dla nich koniecznie trzeba zarezerwować największy
    domek, runęły. W skutek różnych zaniedbań promocja na tych uczelniach okazała
    się niewystarczająca i teraz owe uczelnie są zmuszone zejść z piedestału, na
    który je zaprowadził legendarny Zbyszek. To jest rok SGGW! :D


    • RSS