Kiedy ma się kontakt z pierwszaczkami, można się nieco dowartościować. Nie mówię tego złośliwie. Po prostu człowiek trochę inaczej myśli, ma inny stopień ogarnięcia. Sama też kiedyś byłam niezaradna, tchóżliwa i bardzo nieogarnięta. Mieszkanie w akademiku, potem z mężem, działanie w SD zrobiło swoje. Teraz mam wrażenie, że jest trochę lepiej. Przynajmniej wiem już jak załatwia się ubezpieczenie dla dużej grupy osób od następstw nieszczęśliwychg wypadków. Mogę się też poszczycić umiejętnością załatwiania biletów grupowych u PKP. Myślę, że takie rzeczy powinno się wpisywać w CV, bo to na prawdę nie jest takie proste. Szczególnie, gdy odpowiada się za przejazd grupy około 100 osób, i jej skład ciągle się zmienia. PKP też mi sprawy nie ułatwiało, bo nie odpisało mi na maila, a dzwonienie do nich też nie miało większego sensu, bo nikt nic nie wie. Ale się udało i bilet mam. Teraz tylko prośba do An_, żeby go nie zgubiła, ani się nie spóźniła, bo będzie kaszanka.
Przykro mi trochę, że nie wszystko w obszarze organizacji tego obozu jest/było tak jak trzeba. Że niektórzy zostawili zbyt wiele spraw „otwartych” i „prawie zamkniętych”. Mogłabym sobie teraz smutno westchnąć i powiedzieć w duchu „a nie mówiłam”… Ale to niczego nie zmieni. Mam jeszcze do ogarnięcia dużo spraw i muszę się wyrobić przed 17 (bo jeszcze żeby było weselej mam dziś ostatni kurs), więc bon voyage!
Módlcie się kochani, żeby ta przygoda się dobrze skończyła. :)