Wiem, że wiszę wam notkę z Barcelony i parę następnych, ale dziś o czymś
innym. O czym w ciągu ostatnich paru dni myślę prawie cały czas. WALNE
SD. Wszystko jasne? Niestety nie dla mnie. :(
Po obozie zerowym miałam tak serdecznie dość wszystkiego, co dotyczy SD,
że powiedziałam sobie: basta! Dosyć tego dobrego! Radźcie sobie beze
mnie! Powodzenia. Ja mogę wam najwyżej projektować plakaty, ulotki i
tego typu usługi całkowicie za darmo. To według mnie i tak całkiem
sporo. Bo jak drukarnie marudzą, to się wkurzam i poświęcam na
poprawianie moich projektów dość dużo czasu. Chciałabym jeszcze śpiewać
w zespole, od czasu do czasu prowadzić szkolenia dla członków. I
styknie. Mam męża, rodzinę do odwiedzania, mieszkanie do ogarniania i
pracę magisterską do napisania. Mało? Kurde- nie! Mąż mi (słusznie)
marudzi, kiedy nie poświęcam mu czasu wieczorami, chodząc na różne
zebrania, odpisując na maile itp, itd. Ja już też mam tego wszystkiego
dosyć. Niepostrzeżenie w ciągu lat mojego studiowania SD stało się
sensem mojego życia, sprawą, której poświęcam najwięcej energii i czasu.
Dla idei. Dla ewangelizacji. Dla Boga… Ale SD było najważniejsze. Bóg
musiał poczekać. Jak cała reszta.
Pan na szczęście ciągle mnie wspierał. Tuż przed obozem dał mi FSM. Nie
wiem, jakbym dała sobie radę bez tego. Teraz przed walnym Dał mi Kurs
Filip. Czuję i wiem, że Bóg powołuje mnie do ważnych rzeczy. Najwięcej
darów otrzymuję od Niego w dni, w których patronkami są moje
imienniczki. Kiedy to sobie uświadomiłam na modlitwie podczas kursu,
zaczęłam płakać jak bóbr. ;p Przecież ja nie miałam o tym pojęcia. To
nie były zbiegi okoliczności. Z pewnością, nie.
W sobotę na modlitwie wstawienniczej dostałam takie słowa:
„Odwagi, jestem z tobą by Cię wspierać”
oraz
Jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam?”

Tylko Panie, w czym chcesz mnie wspierać? W byciu dobrą żoną? Panią
domu? Studentką? Córką? czy znowu w byciu członkiem ZG??? Dajesz tylko
takie niejasne wskazówki… I nikt do tej pory nie chce kandydować.
czyli jest deep shit. Mam zaufać, że ktoś inny w ostatniej chwili się
zgłosi? Czy mam się przygotować na kolejny rok jeszcze gorszej harówki?
Nie wiem, jak moje nerwy to zniosą…

Dziś właśnie w tym momencie powinnam siedzieć w sali i być na
seminarium. Ale zapomniałam, że ja od 9 mam seminarium, bo wczoraj
czytałam maile, że 3 grupa przychodzi na 11 bo nie wiadomo co z naszym
fakultetem. I mi się ubzdurało, że mam taki sam plan jak grupa 3, choć
jestem w 4. Zapomniałam o tej kwestii już drugi raz z rzędu. Zdolna
jestem co? :P
W każdym razie rano się obudziłam, żeby przeczytać z pocztę, jak się
sytuacja ma i radośnie stwierdziłam: O jak fajnie, to skoro już wstałam,
pójdę sobie do kościoła na mszę.
Poszłam, a tam czytanie, ewangelia i kazanie na temat powołania. == jak
ktoś chce tak uważać, niech myśli, że to zbieg okoliczności. Ja w takie
nonsensy już nie wierzę. ;] W każdym razie biję się teraz z myślami do
czego mnie Bóg tak usilnie powołuję.
I nie mam pojęcia.
Proszę o modlitwę.