Wielkich dzieł Boga nie zapominajmy.
To, cośmy usłyszeli i poznali, *
i co nam opowiedzieli nasi ojcowie,
opowiemy przyszłemu pokoleniu *
chwałę Pana i Jego potęgę.
Wielkich dzieł Boga nie zapominajmy.
Aby wiedziało przyszłe pokolenie, *
synowie, którzy się narodzą,
że mają pokładać nadzieję w Bogu †
i nie zapominać dzieł Bożych, *
lecz strzec Jego poleceń.
Wielkich dzieł Boga nie zapominajmy.
A niech nie będą jak ich ojcowie, *
pokoleniem opornym buntowników,
pokoleniem, którego serce jest niestałe, *
a duch nie dochowuje wierności Bogu.
Wielkich dzieł Boga nie zapominajmy.

Mam w sercu wiele spraw, które czasami aż wołają, by o nich powiedzieć, ale często nie mówię. Dlaczego? Bo się boję, niezrozumienia, odrzucenia. Gdybym miała wybrać jakąś postać z bajki i przyjąć sobie jej imię, to z pewnością byłby to Chojrak, tchórzliwy pies. Ktoś oglądał? Bardzo głupia bajka, nie polecam, ale nazwa głównego bohatera, jak dla mnie adekwatna.
Może z zewnątrz tego nie widać, ale często jestem jak osika na wietrze, drżąca o to, co będzie. I wtedy przypominają mi się słowa: „Prawdziwa wiara usuwa lęk.”
Wiem coś o tym.
Widzę, jak wiele się zmieniło i zmienia w swoim życiu. Odkąd oddałam swoje życie Jezusowi, stałam się bardziej otwarta na ludzi. Nie widzieliście mnie, gdy w podstawówce szłam specjalnie ze szkoły okrężną drogą, byle tylko nie musieć z nikim gadać. Byle tylko nikogo nie spotkać, bo będę musiała powiedzieć „Cześć”, lub „Dzień dobry”, albo nawet zacząć prowadzić dialog. Taki dzikus był ze mnie. Porównując co było, a co jest, to myślę, że wydarzył się prawdziwy cud. Ale mam jeszcze nad czym pracować.
Po wielu rozważaniach za i przeciw, czy tego bloga w ogóle prowadzić, uznałam, że tak. To chyba jednak jest mi potrzebne. Jakby terapia, czy coś. :P
W dzisiejszym zamotanym świecie ciężko się spotkać w cztery oczy, pogadać. A jeszcze na takie głębsze rozmowy, nie zawsze są sprzyjające okoliczności. A ten blog to taka namiastka spotkania. Nikt mi przy tym nie przerywa. Cudowne. :D
Ale przechodząc do sedna, ja chciałabym się na tym blogu przede wszystkim dzielić tym, co Bóg robi w moim sercu, jak mnie zmienia. Myślę, że często ludzie myślą, że Bóg tak sobie siedzi gdzieś w niebie i co najwyżej od czasu do czasu na nas spojrzy, jak mu się zechce. Nie! On jest żywy. Coraz lepiej dostrzegam Jego subtelną pomoc, małe cuda, które wydarzają się bez przerwy. Choćby to, że dzisiaj byłam u spowiedzi i potem przeżyłam trudny wieczór kładąc moje maluchy spać. Miałam na prawdę duużo cierpliwości. I nawet nic na siłę nie robiłam, nikogo nie doprowadziłam do spazmatycznego płaczu, nikogo nie uszkodziłam. Wiecie co? To cud! Alleluja! Skąd ja bym brała do tego wszystkiego siły, gdybym nie była wierząca. Czy bym w ogóle żyła?
Chciałabym na koniec wrzucić linka do świadectwa jakie w ostatnim czasie napisałam, bo świadectwo to jest to, co mnie do Boga przekonuje najbardziej. Jest najbardziej autentyczne i w ogóle. :-) Tylko wkurzam się nieco, bo mi przeglądarka się ślimaczy i link się nie chce otworzyć. Ci za złośliwość rzeczy martwych! Wiecie jak mam na imię, więc sobie znajdziecie http://msza.bartymeusz.pl/swiadectwa

Dobranoc