Ulubione słówko An_ ;) doskonale opisuje moją aktywność z ostatnich dwóch dni. A to nie koniec, to dopiero początek! Mam namyśli moje niechlubne zajęcie rozdawania ulotek dla nowo przyjętych studentów. Oraz „spamowanie” na gronach mojej uczelni. Już zdążyli mnie zablokować na paru. Widać wolność słowa działa tylko w jedną stronę… :( Myśląc o tym ogarnia mnie mieszanina gniewu i bezradności. Jednak zdążyłam się już nieco uodpornić. Nie potrafię tego jednak zrozumieć.
Ciekawe, czy osoby, które przez internet piszą bardzo przykre rzeczy pod moim adresem, miałyby w realu tyle odwagi? Czy zostałabym przez nich pobita, czy tylko opluta, wyśmiana i zwyzywana? Czy mogłabym z nimi w sposób kulturalny porozmawiać? Wątpię…
Wracając do ulotek, jeżeli tylko zdążę (niektórzy poruszają się zdecydowanie zbyt szybko), daję je każdemu: dresom, metalom, a nawet jednej gotce. Gdy jednak weszło do budynku dziewczę emo w czystej postaci, zwątpiłam. To interesujące, że taka osoba pragnie poszerzać swoją wiedzę na takiej uczelni jak nasza. Myślę, że bardziej odnalazłaby się na ASP. Stąd idzie prosty wniosek, że pewnie się tam nie dostała. Wielce prawdopodobne, że już w niedalekiej przyszłości, będzie uczyła się nazw łacińskich większości polskich chwastów, podobnie jak ja za młodu. :P

Wkurza mnie nieco fakt, że prawie wszystko co związane z tymi ulotkami, muszę robic sama. Niemniej w tym miejscu chciałam podziękować An_ za przewiezienie ich we właściwe miejsce. To na prawdę nie sprawia mi przyjemności. Nie robię tego dla siebie. Gdybym sobie teraz to olała, i na nasz obóz pojechałoby z mojej uczelni znowu śladowa ilość uczestników, a potem koło by wymarło, byłaby to pośrednio moja wina. Bo nie zrobiłam wszystkiego, żeby temu zapobiec. Może się za bardzo przejmuję, ale w moim wypadku, to dosyć normalne.